czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 7



- Dzień dobry, nazywam się Zuzanna Dąbrowska. Przyszłam w sprawie.. - nie skończyłam mówić a kobieta rzuciła oschłym głosem:
- Pan Klopp już czeka na panią, proszę za mną.
- Oczywiście - tylko tyle potrafiłam z siebie wyjąkać. Mam przerąbane, jestem w czarnej dupie!, myślałam. Wzrokiem szukałam wyjścia awaryjnego, w ostateczności mogło być też okno. Chociaż byłam na 3 piętrze, pewnie bym z niego wyskoczyła! Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam 3 mężczyzn. Z tego co dowiedziałam się od Łukasza, jeden z nich to trener, Jurgen Klopp a jeden to kapitan drużyny. Jego łatwo rozpoznałam, był najmłodszy w towarzystwie. Mężczyzna, który siedział po środku wstał, podszedł do mnie i z uśmiechem na twarzy przedstawił mi się:
- Jurgen Klopp, miło mi poznać pani..?
- Zuzanna Dąbrowska - powiedziałam, chociaż cały czas czułam się zmieszana tą sytuacją.
- Coś mi się wydaje, że ciężko będzie mi to powtórzyć - odparł, cały czas się uśmiechając.
- Dla przyjaciół jestem Zuza, jeśli panu wygodnie proszę tak się do mnie zwracać panie Klopp - bez wahania wypaliłam.
- Urzekła mnie pani otwartość. - powiedział ciągle się uśmiechając. - Proszę usiąść. Przedstawię pani resztę komisji, to jest Sebastian Kehl, kapitan drużyny a to jest Michael Zorc, dyrektor sportowy.
- Zuzanna, miło mi - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam na co piłkarz odpowiedział zdecydowanym uśmiechem. Miałam wrażenie, że cały czas mi się przygląda, przez co czułam się niekomfortowo.
- Ma pani jakieś doświadczenie? - zapytał Zorc
- W Polsce chodziłam na wiele warsztatów i kursów fotograficznych, o ile można to uznać za doświadczenie.
- Dlaczego chciałabyś tutaj pracować? - ciągnął dalej Kehl
- Cóż, interesuję się fotografią i piłką nożną, więc pomyślałam, że to może być idealna praca dla mnie.
- Dlaczego Pani przyjechała do Niemiec?
- Głównie z przyczyn osobistych, musiałam przemyśleć wiele spraw.
- Z pani prac wynika, że ma pani talent, wie pani kiedy zrobić zdjęcie. Ma pani dobre oko.
- Dziękuje. - odpowiedziałam speszona.
Rozmawialiśmy jeszcze przez 20 minut. Pytali mnie o różne rzeczy. W końcu, podziękowali za rozmowę i zapewnili, że oddzwonią 

            Wyszłam, zawaliłam. Na pewno mnie nie wybiorą, beczeć mi się chce… . Miałam zamiar wracać do domu, gdy zauważył mnie Łukasz podbiegł do mnie:
- I jak? - zapytał zdyszany.
- Nie pytaj! Totalna porażka! Idę się opić! - powiedziałam pełna smutku.
- Ejj, będzie dobrze, zobaczysz. Co ci powiedzieli?
- Że mam talent i że zadzwonią, ale na pewno nie zadzwonią! Sorry, idę już. Jestem zmęczona.
- Pa.

Tymczasem na boisku:
- Kim jest ta dziewczyna, z którą rozmawiał Piszczu? - zapytał zaintrygowany postacią nieznajomej Marco.
- To jest jego znajoma, przyszła w sprawie pracy tego całego „fotografa” - odparł z uśmiechem Kuba.
- Wydaję się być na rzeczy - komentował dalej Mario.
- Ej, Łukasz chodź tutaj.
- Czego lamo? - odparł Łukasz.
- Dlaczego nie przedstawiłeś mam swojej ładnej koleżanki? - zapytał się Marco
- Dlatego, żeby biedna dziewczyna nie miała koszmarów w nocy.
- Hahaha, bardzo śmieszne głupku! Ja się pytam poważnie!
- A ja ci odpowiadam poważnie.
- Marco chciał się zapoznać z nią - wytłumaczył Kuba
- Oj, chłopie, ona na pewno nie wskoczy ci od tak do łóżka, to jest pewne.
- Kto powiedział, że ja chce iść z nią do łóżka? - odparł Marco.
- Gdy tylko chcesz, żebyśmy zapoznali cię z dziewczynami one prędzej czy później lądowały u ciebie w mieszkaniu! - odparł śmiejąc się Kuba.
- Aaaaaa, nie znacie się i tyle.
- Kochaniutki, ty mi oczy nie zamydlisz! Zbyt dobrze cię znam! - powiedział Mario i wybuch śmiechem.
- Z waszą pomocą czy nie, ona będzie moja! - podsumował rozmowę Marco.

Gdzieś w biurze:
- Co o niej sądzicie? - zapytał Klopp
- Cóż, jak dla mnie wydaje się być stworzona do tej pracy - odparł z uśmiechem Sebastian.
- Nie brak jej pomysłów do zdjęć,  ma to coś w sobie, ale… - zaczął Zorc.
- Ale?
- Nie ma żadnego doświadczenia - skończył mężczyzna.
- Mnie, osobiście ona urzekła - odparł Klopp.
- Panowie, to wy będziecie z nią współpracować, decyzja należy do was. Ja zgodzę się na każdego kandydata, jakiego wybierzecie. - zakończył rozmowę Zorc.

___________________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba ;P wydaje mi się taki nudny ;)
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania ;*

A.

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 6



            Po trzech dniach milczenia w końcu pogodziłam się z Leną. W ramach przeprosin namówiła mnie na imprezę. Tym razem, o dziwo to ja balowałam. Obudziłam się o 9 rano i z bólem głowy udałam się do kuchni. Szukałam czegoś do picia, ale znalazłam tylko przeterminowane mleko. Super, mruczałam pod nosem. Jak zwykle Lena nie zrobiła zakupów, no bo po co?! Od rana do wieczora jej nie ma, ja nawet nie wiem gdzie ona pracuje, co robi? Ale ze mnie przyjaciółka, dołowałam się w myślach. Nagle usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Szybko pobiegłam po niego i zauważyłam „NUMER NIEZNANY”. Ciekawe kto to?
- Słucham? - powiedziałam ochrypniętym głosem
- Halo, Zuza? - skąd znam ten głos..? A no tak! To Łukasz!
- Hej, co tam?
- Stara bieda - rzucił radośnie - mam dobrą wiadomość dla ciebie! Rozmawiałem z trenerem, chce, żebyś przyszła dzisiaj na rozmowę.
- Ty tak na serio? - zapytała z niedowierzaniem. W głębi serca, cieszyłam się bo ta praca wydawała się być naprawdę ciekawa ale nie wiem, jak wytrzymam całe dnie z 20 facetami!
- No poważnie! Dzisiaj o 14, dasz radę? Tylko weź ze sobą jakieś twoje prace, musisz się im pochwalić swoim talentem!
- No jasne, dzięki! Jesteś kochany! - odparłam radośnie. Miałam okazję go lepiej poznać. Spotkałam się jeszcze parę razy z Łukaszem i Ewą. Sądzę, że się zaprzyjaźniliśmy.
- Od czego są przyjaciele! - rzucił radośnie - Muszę już kończyć, pa.
- Pa.
Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Mam rozmowę o pracę. Chciałam porozmawiać o tym z Leną, ale ta jak zawsze, miała telefon wyłączony. No ładnie, pomyślałam. Ale jej burdę zrobię, jak tylko wróci do domu. Olewać przyjaciółkę. Ja jej dam, chyba ciche dni!, chichotałam pod nosem. Zuzka, ogarnij się! Musisz się zacząć zbierać, nawet nie wiesz jak trafić na ten stadion. Wzięłam kąpiel, i zaczęłam się szykować. Wyrzuciłam wszystkie ubrania z szafy, musiałam znaleźć coś odpowiedniego. Nie mogę pójść wystrojona jak na wesele, ale znowu musze pokazać się z jak najlepszej strony, myślałam. Po półgodzinnych poszukiwaniach znalazłam swój idealny komplet!
- Cudo - rzuciłam zadowolona. Wybrałam klasyczne, pastelowe  kolory a do tego kilka dodatków. Włosy spięłam w niedbałego koka, ponoć taki dodaje mi uroku. Do tego lekki makijaż i byłam gotowa. Lenie zostawiłam tylko liścik:

Hej, jakby Cię to interesowało, to poszłam na rozmowę o pracę. Przydaj się na coś i zrób zakupy. Pogadamy wieczorem. Buziaki,
Zuza ;)


Zadowolona wyruszyłam z mieszkania, taxi już na mnie czekało.
- Poproszę pod Signal Iduna Park - powiedziałam cała zadowolona. Okazało się, że stadion jest 40 minut drogi od mojego mieszkania. No super, co ja zrobię jak będą korki, dołowałam się w myślach. Dobre 10 minut stałam przed stadionem, chciałam uciec. Cała trzęsłam się ze strachu. Gdzieś głęboko we mnie obudziła się mała dziewczynka, która chciała wrócić do domu. Z moich rozmyślań wybudził mnie Łukasz:
- Hej, nie wchodzisz? - zapytał z ciekawością i pocałował mnie w policzek na przywitanie.
- Hej, to głupio zabrzmi ale się boję. - powiedziałam bezradnie - To moja pierwsza rozmowa w sprawie pracy, nie wiem jak mam się zachować, co mówić.
- Po pierwsze, wyluzuj. Po drugie, uśmiechnij się! - rzucił Łukasz - Trener Klopp lubi pewnie siebie, piękne kobiety! Na pewno cię polubi, uwierz mi!
- Chciałabym ci wierzyć.
- Musisz, on jest miłym facetem, na pewnie cie nie pożre! - słowa Łukasza rozbawiły mnie i stres wydawał się mniejszy. Weszliśmy do stadionu razem, ale po chwili Łukasz musiał dołączyć do kolegów z drużyny, którzy się już rozgrzewali.
- Na pewno tam trafisz? - zaśmiał się
- Tak, tak sądzę - zaczęliśmy się razem śmiać.
- Dać ci kopa na szczęście?
- Jeden chyba nie wystarczy! Po tych słowa ruszyłam w miejsce, które wskazał portier. Szłam długim korytarzem, czułam się, jakbym szła na wyrok. W końcu dotarłam po drzwi, gdzie miała zapaść decyzja o mojej przyszłości. Pamiętając słowa Łukasz, odważnie zapukałam do drzwi. W odpowiedzi usłyszałam:
- Proszę…
No to po mnie, nie ma odwrotu, pomyślałam i weszłam do pokoju…

___________________________________________________________________

Rozdział napisany szybko, bo niestety mam dużo nauki -,-
Wakacje, przychodźcie! ;D
Pozdrawiam ;*

A.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 5



Znów nad Dortmundem zawisły czarne chmury. Od samego rana było chłodno i deszczowo. Postanowiłam wykorzystać taki dzień na gruntowne porządki. W końcu, nic ciekawszego nie miałam do roboty. Zaczęłam od kuchni, potem salon, korytarz, łazienka aż po moją  i Leny sypialnię. W tym ostatnim tylko odkurzyłam i umyłam podłogę, nie chciałam ruszać jej rzeczy. Wstawiłam pranie, umyłam naczynia po wczorajszej kolacji i nim się obejrzałam, na zegarze wybiła czternasta. Postanowiłam pójść na zakupy, od rana harowałam jak wół, więc jakaś przerwa mi się należy. Szybko przebrałam się w jeans `owe rurki i białą bluzkę. Na wierzch ubrałam jasną, skórzaną kurtkę a do tego szpilki i byłam gotowa do wyjścia. Już po niecałych 20 minutach byłam w sklepie i ładowałam do koszyka zakupy. Pogoda znacznie się polepszyła, słońce próbowało przebić się przez chmury a temperatura wzrosła. Gdy byłam niecałe 200 metrów od wejścia bo bloku znowu zauważyłam ten samochód. Wściekle czerwone Ferrari, a obok niego mężczyzna, który wczoraj mnie ochlapał. Cholera, klnęłam pod nosem, a ten tu czego?! Mam nadzieję, że mnie nie zauważył. Jednak moje obawy się potwierdziły. Gdy przechodziłam obok niego, zawołał:
- Poczekaj – i wyciągnął z samochodu bukiet czerwonych róż.
- Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak prostak! Nie mogłam nic powiedzieć, zaskoczył mnie tymi przeprosinami i kwiatami.
- Chciałbym się jakoś zrekompensować. Tak w ogóle jestem Thomas. – uśmiechnął się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby. Teraz to mnie kompletnie zatkało. Cały czas byłam wściekła na niego.
- Nic nie powiesz? Nawet jak masz na imię ślicznotko? – rzucił i znowu zaczął się szczerzyć.
- Posłuchaj mnie, to miło z twojej strony ale ta akcja z kwiatami jest niepotrzebna, naprawdę. Wybacz, śpieszę się. – nie miałam ochoty dalej ciągnąć tej rozmowy i od razu pomaszerowałam w stronę drzwi.
- A spotkamy się jeszcze?
- Szczerze? Wątpię w to. – tymi słowami pożegnałam przystojniaka. Gdy wyjrzałam przez okno, on ciągle stał przed moim blokiem. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Może potraktowałam go zbyt ostro? Przecież każdy zasługuje za drugą szanse. Do powrotu Leny biłam się z myślami. Gdy w końcu wróciła, wyżaliłam się jej, co zresztą było w moim zwyczaju. Oczywiście Lena zareagowała bardzo „żywiołowo”:
- Dlaczego go spławiłaś kretynko?!
- Ej, po pierwsze, nie jestem kretynką.
- No nie powiedziałabym. Takie ciacho przychodzi do ciebie z kwiatami a ty…
- Dasz mi w końcu skończyć?!
- Prosz, nie przeszkadzam.
- A po drugie, wtedy na ulicy mógł mnie przeprosić, a nie odwalać dzisiaj takiej szopki. A po trzecie, nie szukam faceta!
- A po czwarte, jesteś idiotką!
- A co według ciebie miałam zrobić?! Ślinić się na jego widok jak głupi do sera?! A może się z nim umówić?!
- Ja, na twoim miejscu na pewno bym go nie spławiła!
- Dobra, koniec tematu!
- Chciałaś znać moje zdanie to proszę!
- Tak i teraz tego żałuje!


Do końca dnia nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem. To była nasza pierwsza kłótnia od momentu mojego przyjazdu do Dortmundu. Było mi przykro, po twarzy Leny wywnioskowałam, że również czuła się z tym źle. Jednak byłyśmy zbyt honorowe, żeby przyznać się do błędu. Zasypiając znowu myślałam o przystojniaku. Miałam nadzieję, że go już nie spotkam. Jednak los płata nam różne figle.
 

Zdjęcie Thomasa:


_________________________________________________________

Wybaczcie, że tak późno ale długo siedziałam w szkole a później nauka ;)
Mam nadzieję, że się podoba xd
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania ;*

A.

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 4



             Postanowiłam jeszcze nic nie mówić rodzicom o pracy, w końcu nie chce zapeszyć. Mają swoje problemy, nie chcę, żeby martwili się jeszcze o mnie. Tak jak zawsze, zadzwonili do mnie rano. Pytali czy podoba mi się miasto, czy dobrze się odżywiam, czy dogaduję się z Leną. Gdy skończyliśmy rozmawiać, postanowiłam rozejrzeć się po mieście. Dzień wcześniej Lena kupiła mi mapę, tak na wszelki wypadek. Równo o dziesiątej wymaszerowałam spod bloku w stronę centrum. Zaplanowałam na dziś wizytę w muzeum i spacer po Westfalenpark. Wzięłam ze sobą aparat i parasol, gdyż pogoda dzisiaj była w kratkę. Raz padał deszcz, raz świeciło słońce.
Po dwugodzinnym spacerze poczułam lekki głód. Usiadłam w kawiarni, zmówiłam kawę i kawałek ciasta. Przez okno obserwowałam ludzi. Na oko mogłabym rzec, że nie mają żadnych zmartwień. To miasto żyło swoim rytmem, który mnie urzekł. Ludzie się nie śpieszyli, tak jakby czas dla nich nie istniał. Z moich rozmyśleń obudził mnie dźwięk pukania o szybę. To była Ewa. Weszła do kawiarni i przywitała się ze mną:
- Cześć, co tak sama siedzisz? – zapytała z zaciekawieniem.
- Hej, wybrałam się na spacer, chciałam rozejrzeć się po okolicy.
- Rozumiem. Można? – wskazała ręką krzesło przy moim stoliku.
- Jasne, proszę. Wezmę tylko torebkę.
- Chyba nici z twojego spaceru.
- Dlaczego?
- Zaczyna padać…
- Kurczę, no trudno. Jakoś będę musiała trafić do domu.
- Odwiozę cię. – zaproponowała od razu.
Rozmawiałyśmy dosłownie o wszystkim. O pracy, jej rodzinie, o drużynie Łukasza. Dowiedziałam się, że ma 4-letnią córkę Olę. Po jakiejś godzinie odwiozła mnie do domu. Próbowałam zaprosić ją do środka, ale wykręcała się zakupami. W końcu poddałam się. Po pewnym czasie zgłodniałam i zajrzałam do lodówki a tam zobaczyłam pustkę. Został tylko kawałek sera, ogórek i 2 jajka. Wybrałam się na zakupy do pobliskiego sklepu. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i zaczęłam kierować się w stronę mieszkania. Deszcz na szczęście przestał padać, ale woda ciągle stała na drodze. Odpłynęłam gdzieś w marzeniach. Po chwili poczułam, jak cała robię się mokra. Jakiś kretyn wjechał w kałużę i ochlapał mnie. Nie została na mnie nawet jedna sucha nitka. Kierowca wyskoczył ze swojego Ferrari, próbował przeprosić ale ja wykrzyczałam po polsku: Palant!, i odwróciłam się na pięcie. Facet był zmieszany, nie wiedział co ma zrobić. W końcu wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem.
            Gdy weszłam do mieszkania, Lena czekała na mnie. Jak mnie zobaczyła, wybuchła śmiechem. Wyglądałam, jakbym uciekła z jakiegoś marnego horroru. Miałam ochotę ją zabić. W końcu uspokoiła się i wzięła ode mnie zakupy. Zaproponowała, że przygotuje kolację a ja będę mogła w spokoju doprowadzić się do porządku. Posłuchałam jej rady i zamknęłam się w łazience na okrągłą godzinę. Gdy wyszłam, poczułam intensywne zapachy dobiegające z kuchni. Szybko ubrałam fioletową bluzkę z nadrukiem, rurki oraz niebieskie trampki  i pobiegłam do kuchni:
- Co przyrządziłaś? Jestem głodna jak wilk!- wykrzyczałam wbiegając do kuchni.
- Grzanki z masłem czosnkowym a na podwieczorek będą naleśniki bananowe z bitą śmietaną.
- Matko, utuczysz mnie! – powiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać.
- Ej, to był mój plan jak pozbyć się godnej rywalki! – zażartowała.

           Wieczorem znowu zaczęło padać, przez co zostałyśmy w domu. Oglądałyśmy komedie i zajadałyśmy się popcornem. Lena poszła wcześnie spać, bo musiała rano pojechać do pracy. Ja zostałam i dalej oglądałam, ale po 30 minutach urwał mi się film.Obudziłam się rano, w pustym mieszkaniu.

_____________________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba ;*
Ten rozdział wydaje mi się słaby, zresztą jak każdy ...
Pozdrawiam ;)

A.

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 3



Obudziłam się o 11. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Chyba za dużo wypiłam wina, myślałam. Z trudem wstałam z łóżka, które wręcz przyciągało mnie do siebie. Ubrałam stary T-shirt, krótkie szorty i poszłam poszukać Leny. Gdy weszłam do kuchni, znalazłam liścik:

„Poszłam na zakupy, w końcu zeżarłaś mi całe jedzenie. Żartuję. Będę o 15 w domu, czuj się jak u siebie. Wyciągam cię dzisiaj na imprezę. Całuje,
Lena ;*

Impreza, super, pomyślałam z grymasem. Muszę znaleźć pracę a nie, bawić się. Nie mogę w końcu wiecznie mieszkać u Lenki. Bijąc się z myślami, postanowiłam, że wezmę długą kąpiel. Przecież nic tak dobrze nie robi na smutki jak kąpiel. Gdy przyszła Lena, oglądałam już telewizje. Skacząc po kanałach nie zauważyłam, że spóźniła się o 2,5 godziny!
- Sory, były straszne korki- krzyczała od progu.
- Nie wybaczę ci tego! Chociaż jestem tutaj drugi dzień, ty mnie już zostawiłaś!
- Zuzu, na prawdę cię przepraszam!- mówiła ze łzami w oczach. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Ona naprawdę dała się nabrać.
- Ejj, głupku. Ja ci uwierzyłam.
- Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać!- śmiałam się dalej.
- Kretynka!- podsumowała mnie Lena i zaczęła się ze mną śmiać.
Śmiałyśmy się tak długo, aż brzuchy zaczęły nas boleć.
            Wieczorem poszłyśmy na imprezę. Do końca upierałam się, żebyśmy zostały w domu ale Lena była nie ugięta. Ubrałam się w a Lenka w i ruszyłyśmy na podbój Dortmundu. Okazało się, że we wszystkich klubach znają moją zwariowaną przyjaciółkę. Szczerze mówiąc, nie zdziwiło mnie to. Lena zawsze była w centrum uwagi.
- Przedstawię cię moim znajomym, to naprawdę sympatyczni ludzie, polubisz ich!- przekonywała mnie.
Podeszłyśmy do stolika, gdzie siedziała kobieta:
- Ewa, hej- krzyczała Lena i ucałowała kobietę w policzek- Poznaj moją przyjaciółkę, Zuzę. Też jest z Polski
- Zuza, miło mi
- Ewa- odparła miłym głosem. Już ją polubiłam, wydaje się naprawdę sympatyczną kobietą, myślałam.
- A gdzie Łukasz?- pytała dalej Lena
- Poszedł do baru.
- Aaaaa, to szybko nie wróci.
- Cóż, muszę się z tobą zgodzić- odparła Ewa i zaczęła się śmiać.
Po paru drinkach atmosfera się rozluźniła, dołączył do nas jeszcze Łukasz, który okazał się być uroczym i zabawnym facetem.
- Czym się zajmujesz, Zuza?- zapytał Łukasz.
- Obecnie szukam pracy, znaczy się, jeszcze nie zaczęłam bo jestem tutaj dopiero 2 dni- powiedziałam z uśmiechem.
- A czego konkretnie szukasz, może mógłbym pomóc?
- Wiesz, interesuję się fotografią i myślę, że mogłabym się tym zająć.
- To świetnie!- krzyknęła Ewa
- Nie wiem, czy wiesz, Łukasz jest piłkarzem, gra w Borussi Dortmund. Opowiadał mi ostatnio, że poszukują fotografa, który robiłby zdjęcia na treningach i meczach, ponoć to jest nowy wymysł trenera- zaśmiała się.
- Sama nie wiem…- powiedziałam niepewnie.
- Co ty Zuzka wygadujesz, oszalałaś?!-wygarnęła mi Lena i zaczęła się śmiać
- Przecież ty kochasz fotografię i piłkę nożną, to będzie wyśmienite połączenie dla ciebie!- wrzeszczała mi do ucha.
- Czyli załatwione!- powiedział zadowolony Łukasz.
- Daj mi swój numer a ja ci napiszę kiedy masz przyjść!
- Widzisz, a ty nie chciałaś iść na imprezę- rzuciła zadowolona Lena i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Do domu wróciłyśmy grubo po północy. Musiałam zaprowadzić pijaną Lenkę do łóżka, która podczas powrotu do domu wydzierała się na całe osiedle.  

_______________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba ;)
Jeśli tak, komentujcie :D
Buziaki ;*

A.