czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 12



            Po powrocie do domu od razu położyłyśmy się spać. Trening był dopiero o czternastej więc spokojnie mogłam się wyspać. W głowie ciągle miałam widok Marco wchodzącego się chwiejnym krokiem do auta Mario i krzyczącego: „Nie!!! To auto mnie pożre!”. Oni są niesamowici, myślałam. Gdy zadzwonił budzik, z trudem wstałam. Ciągle czułam skutki wczorajszej imprezy. Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam szykować się do pracy. Wybrałam klasyczny zestaw: zieloną bluzkę, jeansy oraz ulubione lity. Wyszłam z domu równo o trzynastej. Wolnym krokiem pomaszerowałam w stronę przystanku. Nie dorobiłam się jeszcze na samochód więc byłam skazana na transport miejski. Po 40 minutowej przeprawie przez zatłoczone miasto w końcu dotarłam pod stadion. Gdy weszłam, kątem oka zobaczyłam, że połowa drużyny z trenerem jest już na boisku więc wzięłam sprzęt i pomaszerowałam do nich. Trener był wściekły ponieważ wszyscy byli skacowani. Klopp przeklinał na nich, ale nie wiele to pomogło. Na sam początek kazał im biegać 20 kółek a sam podszedł do mnie:
- Jeśli dalej tak będą balować, to nie utrzymamy się w lidze. – mówił załamany.
- Panie Klopp, oni zabalowali z mojego powodu. Chcieli uczcić, że z nimi pracuje. Chciałam im odmówić, ale nie pozwolili dojść mi do słowa.
- To nie twoja wina – powiedział z uśmiechem. – Oni są dorośli i dobrze wiedzieli, że mają dzisiaj trening. Gdybyś się nie zgodziła, przyszliby do ciebie i roznieśliby twoje mieszkanie!
- Zapewne ma pan racje. – Zaczęliśmy się śmiać.
            Klopp zlitował się nad piłkarzami i skrócił im trening o 30 minut. Na ich twarzach zobaczyłam ulgę, bo nie mieli już więcej sił na bieganie. Dostali jednak zakaz na wychodzenie gdziekolwiek dziś wieczorem. Leitner i Goetze próbowali kłócić się z trenerem ale ten pozostał nieugięty. Odłożyłam sprzęt do biura i zaczęłam iść w stronę wyjścia, gdy zaczepił mnie Marco:
- Co dzisiaj robisz? – zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Mam już plany.
- Te plany dotyczą mnie, prawda? – zapytał dalej uśmiechając się.
- Wybacz kochaniutki, ale nie. – zaczęłam się śmiać.
- To może warto zmienić plany i uwzględnić w nich mnie?
- Raczej wątpię – wyszeptałam mu do ucha po czym Reus złapał mnie w pasie.
- Gdzie z tymi łapami, Marco?
- Tam gdzie chcą. Nie kontroluje ich. – odparł a na jego twarzy znowu pojawił się chytry uśmieszek.
- Dobry żart a teraz puść mnie.
- Może tak, może nie.
- Marco!
- Pójdziesz ze mną na kawę?
- Nie.
- To cię nie puszczę.
Na szczęście zobaczyłam przechodzącego obok Goetzego:
- Hej Mario! Pomożesz?
- Spoko słoneczko – odparł radośnie i uderzył Reusa. Ten, jak zawsze próbował mu oddać i uwolniłam się z jego uścisku.
- Dzięki.
- Polecam się na przyszłość! – wykrzyczał i zaczął uciekać, gdyż Marco ciągle próbował go uderzyć.
- Jeszcze dokończymy tą rozmowę! – rzucił Reus i zaraz zniknął mi z pola widzenia
- Jasne, chyba w snach.
Na godzinę szesnastą byłam umówiona z Leną, Ewą, Agatą oraz z Cathy. Lena miała wpaść po mnie po pracy. Czekałam na nią 15 minut aż w końcu wysłała mi SMS`a:

Hej, nie dam rady wyrwać się wcześniej z pracy. Przeproś ode mnie dziewczyny! Trafisz do tej kawiarni?
Ale się wkurzyłam! W odpowiedzi napisałam tylko:
Ty się o mnie nie martw! Pogadamy wieczorem.
Szybko zamówiłam taksówkę i pojechałam na spotkanie. Byłam już spóźniona i nie chciałam tracić więcej czasu. Na szczęście, kawiarnia była 20 minut drogi od stadionu. Gdy dotarłam, dziewczyny już na mnie czekały.

__________________________________________________________________

No i jest 12 rozdział. :)
Mam nadzieję, że nie flaki z olejem xd
Zachęcam do komentowania, to mi naprawdę pomaga! :))
Pozdrawiam :*

A.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 11



            Wróciłam do domu punktualnie o 16, i ku mojemu zdziwieniu Lena przygotowywała obiad. To był pierwszy raz, gdy wróciła tak wczas. Ucieszyłam się, że nie będę musiała siedzieć sama do wieczora.
- Hej, ty już w domu? – rzuciłam i ucałowałam ją w policzek.
- Hej, nie cieszysz się? – zaczęła się ze mną droczyć, co po prostu uwielbiała.
- Jasne, że się cieszę. Mam nadzieję, że nie masz planów na wieczór bo idziesz ze mną na imprezę.
- To jest stwierdzenie?
- To jest rozkaz! – zaczęłam się śmiać.
- A mogę wiedzieć z jakiej okazji świętujemy?
- Cóż, moi nowi koledzy z pracy postanowili opić fakt, że zaczęłam pracować z nimi.
- Ooooo, może poznam tego twojego Sebastiana! – rzuciła podekscytowana Lena.
- Po pierwsze, nie jest mój. Po drugie, przez cały dzisiejszy trening nie odezwał się do mnie ani słowem, więc nie jest mną zainteresowany. Koniec tematu!
- Aaaa, pieprzenie o Szopenie! Nie znasz się! Lepiej zastanów się co włożyć, żeby wszystkim kopary opadły.
- Myślałam o … - nie skończyłam mówić a Lena już wyraziła swoją opinię.
- Na pewno jeansy, bluza i trampki tak?
- Phiii, masz lepszy pomysł?
- Oczywiście! Za mną! – nie zdążyłam nawet zaprotestować a Lena pociągnęła mnie za sobą do swojej sypialni. – Daj mi minutkę. Zaczęła grzebać w szafie, przy tym wyrzuciła na podłogę połowę swoich ubrań. – Mam, to będzie cudo!
Moim oczom ukazała się śliczna, beżowa sukienka bez ramiączek, z czarną kokardą, która dodała jej pazura.
Dobrałyśmy do niej wysokie, czarne szpilki ozdobione ćwiekami  oraz kilka bransoletek . Lena wybrała bardziej codzienny look: biały top z nadrukiem, czarną, skórzaną spódnice do kolan oraz szpilki w tym samym kolorze. Równo o dwudziestej byłyśmy gotowe do wyjścia. Dałam Lenie adres, pod który mamy pojechać. Ta zamówiła taxówkę i zaczęła komentować, jak to będzie fajnie poznać drużynę Borussi. Zaczęła smuć plany, z którymi pójdzie na randkę, z kim będzie tańczyć. Śmiać mi się chciało, gdy jej słuchałam. Zastanawiałam się, czy Marco tam będzie. Na treningu sprawiał wrażenie zainteresowanego mną. Słyszałam od Łukasza, ze to kobieciarz a z takich chciałam omijać szerokim łukiem. Jednak coś ciągnęło mnie do niego. Może to przez te jego wielkie, niebieskie oczy? Chciałam go lepiej poznać. Z moich rozmyślań wyrwała mnie Lena, która krzyczała, że taxówka już przyjechała. Po 30 minutach dotarłyśmy do klubu. Gdy weszłyśmy do środka, nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć i poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam Sebastiana.
- Witaj piękna! – rzucił po czym od razu mnie pocałował w policzek.
- Hej – odparłam trochę speszona. – Gdzie są wszyscy?
- Czekają na ciebie i na twoją śliczną koleżankę.
- Sebastian, poznaj moją zwariowaną przyjaciółkę, Lenę.
- To ten Sebastian? – rzuciła od razu Lenka.
- Tak, ten.
- Wiele o tobie słyszałam.
- Tak? Mam nadzieję, że same pozytywy.
Czułam się idiotycznie.
- Wiecie, co? Może was zostawię samych, skoro chcecie nabijać się ze mnie?
- Zuza, my się tylko tak droczymy, kochana. Chodźmy do wszystkich.
Byłyśmy ostatnimi z zaproszonych gości. Cała drużyna przyszła, poczułam, że naprawdę mnie polubili. Na mój widok wszyscy się ucieszyli. Marco także:
- Nasza kochana Zuza przyszła! – rzucił radośnie Łukasz.
- I przyprowadziła koleżankę – dopowiedział Mario.
- Towarzystwo, poznajcię Lenę Mikołajczyk – z uśmiechem na twarz przedstawiłam moją koleżankę.
- Przyjaciele Zuzy są naszymi przyjaciółmi! – wykrzyczał lekko wstawiony już Kuba.
Oprócz piłkarzy przyszły też ich wybranki. Żona Kuby, Agata, Ewa oraz Cathy, dziewczyna Matsa Hummels`a oraz wiele innych. Rozmawiałyśmy przez długi czas, znalazłyśmy wspólny język. Gdyby nas nie znali, można byłoby powiedzieć, że dogadujemy się jak dobre przyjaciółki. Umówiłyśmy się następnego dna na kawę, ponieważ w tym hałasie ciężko było komunikować. Nagle wpadł Kuba i Łukasz:
- Porywamy was! – i pociągnęli swoje żony na środek  parkietu. Po chwili dołączyła do nich Lena z Mario. Kończyłam pić drinka gdy usiadł koło mnie Marco:
- Zatańczymy? – rzucił z uśmiechem, któremu nie można było się oprzeć.
- Jasne.
Po chwili wirowaliśmy w rytm muzyki. Czułam się cudownie. Marco był wspaniałym tancerzem. Po kilku piosenka poczułam się zmęczona, chciałam usiąść ale Marco objął mnie:
- Nie uciekaj ode mnie – na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
- Nie zapuszczaj się z tymi rękami, Reus.
- To nie moja wina, że działasz na mnie jak magnes.
- Hahahaha, lepszego tekstu nie mogłeś wymyśleć? – zaczęłam się z niego śmiać.
- Staram się. – odparł lekko zawstydzony.
- To próbuj dalej. – wyszeptałam mu do ucha i wróciłam do Leny, która przez cały czas przyglądała się nam.
- I jak tam piękny i młody Reus? – rzuciła śmiejąc się Lena.
- Spoko, ja jak miałoby być?
- Nie mów, że nie widzisz jak on na ciebie patrzy.
- Czyli jak?
- Dziewczyno! On rozbiera cię wzrokiem! Zaczęłam się śmiać.
- Proszę cię, on jest jak duże dziecko. On każdą dziewczynę traktuje jak zdobycz!

 W tym samym czasie Reus poszedł do baru, gdzie siedział Mario:
- Co ty taki przybity? Nie poderwałeś pani fotograf? – zaczął nabijać się z niego. Marco ciężko westchnął:
- To będzie trudne. – odparł z grymasem na twarzy.
- Mówiłem ci? Mówiłem mu Mario?
- Mówiłeś, mówiłeś Łukasz! – Mario zaczął się śmiać z piłkarza.
- Mówiłem ci! – krzyczał pijany Piszczek.
- I co teraz zrobisz? – zapytał Goetze.
- No co? Gówno. Na pewno się nie poddam!
- Zakład, że nie dasz rady?
- O co?
- O honor?
- Słabe. Weź wysil ten swój mózg, o ile go masz! – rzucił Marco.
- 100 Euro?
- Zgoda! 

Jeszcze kilka razy tańczyłam z Marco, który wciąż zasypywał mnie swoimi „zacnymi” tekstami. Chłopak nie dawał za wygraną. W końcu Mario siłą odciągnął go ode mnie. Był pijany i szukał towarzyszki na resztę nocy. Przed północą wszyscy piłkarze, za wyjątkiem Goetzego, Khela i Bendera nie nadawali się do niczego. Około godziny drugiej w nocy zaczęliśmy się rozchodzić. W końcu jutro jest ostatni trening przed meczem z Bayernem Monachium. Klopp na pewno nie będzie zadowolony z piłkarzy, gdy zobaczy ich w takim stanie!

_______________________________________________________________

Wróciłam! W końcu mam dostęp do internetu :P
Mam nadzieję, że się podoba :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Pozdrawiam :*

A.

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 10



               Nie mogłam usnąć. Cały czas stresowałam się jutrzejszym dniem. W myślach układałam sobie, co mogę im powiedzieć: Hej, jestem Zuza. Będę łazić za wami z aparatem, na pewno się cieszycie z tego powodu! No nic, pójdę na żywioł. Raz się żyje!, pocieszałam się. Równo o dziesiątej wygramoliłam się z łóżka i poszłam się odświeżyć. Otwarłam szafę i zaczęłam szukać jakiś ciuchów, które nadawałyby się do pracy. Przeszukałam wszystkie półki i nie znalazłam niczego konkretnego. Zajrzałam do szafy Leny, która była ogromna. Zaraz znalazłam to co mi się spodobało: czarne rurki i bluzkę w tym samym kolorze, jasny żakiet i beżowe szpilki. Włosy wyprostowałam, postawiłam na delikatny makijaż. Przed wyjściem zjadłam jeszcze małe śniadanie i wypiłam mocną kawę, która dała mi kopa na cały dzień. Wsiadłam do autobusu, który miał zawieść mnie pod sam stadion. Po 50 minutowej przeprawie przez całe miasto w końcu dotarłam. Powoli ruszyłam w stronę wejścia, cała się trzęsłam. W holu spotkałam Jurgena Kloppa, który jak zwykle przywitał mnie szczerym uśmiechem:
- Zuza, cieszę się, że będziesz z nami pracować. Może chłopcy spoważnieją przy tobie? - zaczął się śmiać.
- Witam, panie Klopp. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie układać się pomyślnie.
- Jeśli masz jakieś wątpliwości, śmiało pytaj. To twój pierwszy dzień, masz prawo do niewiedzy. Pamiętaj, jeśli któryś z chłopaków będzie nachalny, lub po prostu będzie cię wkurzał, powiedz mi. Ja już mu przetrzepię skórę. – po tych słowach zaczęliśmy się śmiać. Łukasz miał racje, Klopp to miły facet. Oglądałam kilka konferencji prasowych z nim, zawsze tryskał optymizmem i miał duże poczucie humoru. – Pokażę ci twoje biuro, może jest niewielkie ale znajduję się blisko szatni i wyjścia na murawę. Nie będziesz musiała więc dużo chodzić i nosić tych statywów, obiektywów czy Bóg wie co. – znowu zaczął się śmiać. Był tak pogodnym człowiekiem, że od razu jego dobre samopoczucie wpływało na ciebie. Zaprowadził mnie do pokoju i zastawił samą. O równej 14 kazał mi się stawić na boisku. Zostało mi pół godziny, więc mogłam się zadomowić w małym pomieszczeniu. Nic specjalnego, biurko, obrotowe krzesło, kilka szafek, mała sofa oraz stolik do kawy. Jak na początek może być, pomyślałam. Kupię jeszcze jakieś akcesoria biurowe, może jakiegoś kwiatka.
Gdy wybiła 14, ruszyłam z całym sprzętem no boisko. Przeprawa przez korytarze nie trwała dłużej niż 5 minut. Gdy dotarłam, byli już wszyscy piłkarze. Rozmawiali na jakiś temat z Kloppem, więc poszłam rozpakować cały sprzęt. Trochę mi to zajęło, zanim ustawiłam odpowiednią ostrość, jasność i resztę. Czułam, że mnie bez przerwy obserwują. No w końcu mają jakąś nową atrakcję, pomyślałam. Gdy skończyli rozmawiać, podbiegł do mnie Łukasz i całusem w policzek przywitał mnie:
- Hej! Chodź, wszyscy chcą cię poznać. – rzucił i zaczął się śmiać.
- Domyśliłam się.
-Panowie.. – zaczął Klopp – To jest Zuza Dąbrowska, od dziś będzie z nami pracować. Macie być dla niej mili, albo … - zaczął grozić palcem, na co wszyscy piłkarze wybuchli śmiechem.
- Witaj w naszej wielkiej rodzinie! – powiedział jeden i zaczęli mnie przytulać. Ok, to było bardzo miłe. Każdy przedstawił mi się osobiście chociaż wcale nie musieli. Znałam ich bardzo dobrze z meczy, które często oglądałam z braćmi. Po tych krótkich czułościach trener przywołał ich do porządku.
- Na początek, 10 kółek…
- Trenerze, prosimy!
- Tak Reus, chcecie 15?
- Nieeee!
- 20?
- Już milczę… - odparł Marco.
- Tak też myślałem, a teraz 15 kółek.
- Po co się odzywałeś głupku?! – zarzucił mu Mario Goetze.
- Zamknij się, przynajmniej próbowałem nie to co ty! – uderzył go w głowę i zaczął uciekać przed nim.
- Dorwę cię, Marco! – krzyczał a po chwili przewrócił go na murawę. Kłócili i  śmiali się jeszcze przez dobre 10 minut dopóki trener nie kazał im biec dodatkowych kółek. Stałam i obserwowałam ich z boku. Ta sytuacja była komiczna. Nie sądziłam, że dorośli ludzie mogą zachowywać się gorzej niż dzieci. Współczułam Klopp`owi. Codziennie musiał znosić ich zachowanie.
Reszta treningu minęła już bez żadnych komplikacji i wygłupów. Momentami rozmawiałam z piłkarzami, którzy okazali się być spoko. Zrobiłam też kilka przyzwoitych zdjęć. Ale cały czas nie mogłam się skupić. Czułam, jak ktoś bacznie mnie obserwuje. Nie pomyliłam się. To był Marco Reus. Gdy tylko popatrzyłam się w jego stronę, on od razu zaczął się szczerzyć. Próbowałam go ignorować. To było bardzo ciężkie, cały czas biegał wzdłuż linii, przy której rozstawiłam sprzęt. Próbował nawet zagadać ale skutecznie go spławiałam. Po skończonym treningu chciałam przesiedzieć cały wieczór w domu, co spotkało się z ogólnym niezadowoleniem.
- No weź Zuza, musimy to oblać. Drugiej takiej okazji nie będzie! – krzyczeli jeden po drugim. – Jak nie przyjdziesz, obrazimy się – zagroził mi Mario z Matsem.
- No okey, przyjadę. Dajcie mi tylko adres tego klubu – w końcu uległam namową.
- Yeah, nie pożałujesz! – wykrzyczał mi do ucha
Moritz Leitner.
Mają racje, może będzie fajnie…

___________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba :)
Proszę komentujcie, bo nie wiem czy to co pisze ma jakiś sens... Naprawdę pomaga mi czytanie waszych opinii na temat mojego bloga :)
Następny rozdział będzie dopiero we wtorek, wycieczka klasowa ;D
Pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam do komentowania :*

A.

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 9



- Sebastian?
- Zuza? - rzucił z uśmiechem. Spodobało mu się to co zobaczył: młoda kobieta, w ręczniku, który nie zakrył całego ciała. Czułam, jak robią mi się na policzkach dwa duże rumieńce.
- Co ty tutaj robisz?
- Chciałem ci osobiście przekazać informację. Oficjalnie zostałaś fotografem Borussi Dortmund. - powiedział a potem zaczął mierzyć mnie wzrokiem. Cały czas się uśmiechał, jak dziecko które dostało upragnioną zabawkę.
- Dzięki ale dlaczego akurat ty? - Kehl miał właśnie odpowiedzieć ale mu przerwałam:
- Wiesz, co? Dobrze, że ty przyszedłeś a nie na przykład Klopp. Nie mogłabym spojrzeć mu w oczy gdyby zobaczył mnie taką.
- Ja też się cieszę .- odparł z zalotnym uśmieszkiem - Nie zaprosisz mnie?
- Wybacz, zapomniałam. Wejdź. Rozgość się. Daj mi 5 minut, zaraz wracam!
- Nie śpiesz się.
Wpadłam jak poparzona do sypialni, wzięłam pierwsze lepsze ubrania
i wróciłam. Sebastian cały czas się uśmiechał. Ta sytuacja spodobała mu się, widziałam to po jego twarzy. Ja najchętniej zapadłabym się pod ziemie! Lena mi nie uwierzy!, śmiałam się w duchu.
- Napijesz się czegoś? - powiedziałam, no bo w końcu trzeba zacząć jakoś rozmowę.
- Wodę poproszę.
- Woda raz, już przynoszę. - odparłam, jakby nigdy nic.
- Dzięki.
- Posłuchaj Sebastian… - Niemiec wyczuł co chciałam powiedzieć i mi przerwał:
- Spokojnie, to co tu zaszło zostanie miedzy nami. - uśmiechnął się - Nikt o tym nie musi wiedzieć.
- Dzięki. Nawet nie wiesz jaki mi ulżyło. - niepewnie się uśmiechnęłam.
- Nie masz za co. Tylko przyjdź punktualnie jutro o 13 na stadion. Zaczynamy trening o 14, ale musisz oswoić się z nowym miejscem.
- Oczywiście, 13! Na 100% będę.
- Będę się już zbierał. Pewnie masz mnie już dość na dziś.
- Ej, no co ty?- odparłam– miło mi się z tobą rozmawia.
- Do zobaczenia jutro.
- Cześć.
- A i jeszcze jedno! - odparł z uroczym uśmiechem.
- Tak?
- Ślicznie wyglądałaś w tym ręczniku. - rzucił i pocałował mnie w policzek.

            No takiego pożegnania się nie spodziewałam! Oszołomiona tymi wydarzeniami usiadłam przed telewizorem, ale nawet go nie włączyłam. Siedziałam tak do powrotu Leny:
- Hej wieśniaku!
- Taaa cześć.
- Co robisz?
- Oglądam telewizje. - powiedziałam bez żadnych emocji.
- Ale telewizor jest zgaszony - odparła śmiejąc się ze mnie. - Oj, Zuzu, zakochałaś się?
- Co? Nieeee, oszalałaś?! - zaczęłam się śmiać.
- To co ci jest?
- Nie uwierzysz mi… - Zaczęłam opowiadać całą historię po kolei. Lena słuchała mnie uważnie, choć w pewnych momentach nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Nie dziwię się jej. Cała ta historia wyglądała jakby była wyssana z palca. Na koniec, Lena podsumowała ją jednym zdaniem:
- Zuza, chyba masz wielbiciela! - i zaczęła się śmiać.
- Proszę cię. Chyba zgłupiałaś!
- Dokładnie stwierdzę po poznaniu tego twojego Don Juana! - po tych słowach zaczęłyśmy się śmiać.

Wieczorem zadzwoniłam do rodziców, żeby pochwalić się nową pracą. Naprawdę się ucieszyli, że układa mi się w Niemczech. Z Leną zapomniałyśmy nawet o planowanych zakupach i imprezie. Zamówiłyśmy chińszczyznę i grałyśmy w Xbox`a. W głębi duszy, cieszyłam się jak dziecko z powodu jutrzejszego dnia. Byłam naładowana pozytywną energią, choć miałam też swoje obawy. Czy spodoba im się towarzystwo baby na boisku? Czy są jak te wszystkie gwiazdki football `u? No i najważniejsze. Jak będzie się zachowywał Sebastian? W końcu obiecał, że to zostanie między nami ale to facet, może wygadać się przed kumplami… Z mieszanymi uczuciami postanowiłam się położyć spać.

 _________________________________________________________________

W końcu weekend :) Jeszcze tylko 3 tygodnie męczarni! ;D
Następny rozdział, jeśli będą 4 komentarze. ;)
Taki mały szantażyk ;*
Pozdrawiam <3

A.

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 8



            Chodziłam po Dortmundzie bez celu już od kilku godzin. Chciałam być sama. Czułam, że zaprzepaściłam swoją szanse. W końcu usłyszałam, że ktoś do mnie dzwoni. To była Lena:
- Gdzie jesteś?! Martwiłam się! - wrzeszczała do telefonu
- Uspokój się, musiałam coś przemyśleć.
- Jak tam rozmowa o pracę?
- Właśnie to chciałam przemyśleć…
- Wracaj do domu, wszystko mi opowiesz!
- Chciałabym, ale się zgubiłam - zaczęłam niepewnie.
- Zuza, ty kaciało. - Lena wybuchła śmiechem. Przez dobre 10 minut komentowała, jakim ja jestem dzieciakiem, skoro zapomniałam drogi do domu. W końcu się uspokoiła.
- Zostań tam gdzie jesteś, przyjadę po ciebie. Będę za 30 minut, głupku! - dodała, poczym znowu zaczęła się śmiać.
Szczerze mówiąc, nie chciałam wracać, ale poczułam, że robi mi się coraz zimniej. Punktualnie przyjechała po mnie Lena. Dałam jej jasno do zrozumienia, że nie mam ochoty na rozmowę. Gdy weszłyśmy do domu, rozpłakałam się. Lena nie czekając na zaproszenie, przytuliła mnie. Opowiedziałam jej wszystko, ze szczegółami. Zaczęła mnie pocieszać:
- Ej, będą skończonymi kretynami, jak ciebie nie wybiorą kochanie! Zobaczysz, gdy jutro wstaniesz, spojrzysz na to inaczej to zrozumiesz, że nie masz się o co martwić!
Słowa Leny naprawdę podniosły mnie na duchu.
- Wiesz, co najlepiej działa na zły humor?
- No co?
- Lody i zakupy! Dzisiaj lody, jutro zakupy! Obskoczymy wszystkie sklepy, które lubię! Wydamy całą kasę a wieczorem pójdziemy się zabawić, tak jak za starych dobrych czasów w Polsce!
- Serio? Znowu chcesz wyznawać miłość sąsiadom przez domofon? - zaczęłam się śmiać.
- Tak, pan Kowalski się ze mną umówił. Nie pamiętasz? - rzuciła.
- No jasne, że pamiętam! To było bardzo romantyczne, gdy 76-latek umówił się z 19-latką do kina! - śmiałam się cały czas.
- Jedna z moich najlepszych randek, co ty od niego chcesz?! - powiedziała z ironią i zaczęła się śmiać. - Przynajmniej mnie nie wystawił, był punktualny, dał mi bukiet kwiatów! No po prostu mój ideał, tylko trochę przeterminowany.
Rozmawiałyśmy się jeszcze przez dobrą godzinę. Naprawdę ulżało mi, gdy wyżaliłam się  Lenie. Co ja bym rozbiła bez tej dziewczyny? Uwielbiam ją! Oglądałyśmy do późnej nocy filmy, oczywiście komedie. Lena nie uznawała innych filmów. Horrory omijała szerokim łukiem jak ja. W dzieciństwie, moi bracia zmuszali mnie do oglądania ich, jak rodziców nie było w domu. Skończeni kretyni. Gdy poczułam się zmęczona, postanowiłam pójść spać. Spojrzałam na telefon,  pierwsza. Byłam tak zmęczona, że ściągnęłam tylko ubrania i poszłam spać.
           

Obudziłam się o dziesiątej, a raczej obudził mnie dźwięk SMS`a:

Wstałaś już? Będę w domu, o 15 i wtedy wybierzemy się na obiecane zakupy. Przygotuj się mentalnie na kilkugodzinny maraton po sklepach. :)

Wariatka, pomyślałam sobie. Chciałam wziąść długą, relaksującą kąpiel. Lena miała dużo płynów do kąpieli, chyba z 10. Nie mogłam się zdecydować, który pachnie najładniej. W końcu wybrałam jaśminowy. Gdy tylko weszłam do wanny usłyszałam dzwonek do drzwi. Cholera, teraz?!, klnęłam w myślach. Nie otwieram, jeśli to coś pilnego to poczeka pod drzwiami. Dzwonienie nie ustało a do tego doszedło jeszcze pukanie. Muszę iść otworzyć! Owinęłam się w ręcznik i niezadowolona pomaszerowałam do drzwi. Otwierając zawołałam:
- Pali się czy co?!

Nagle zamarłam. Spodziewałam się bardziej Leny niż jego…

_________________________________________________________________

No i mamy 8 ;)
Yeah, w końcu weekend :D
Oby tylko pogoda dopisała! ;)
Jeśli czytasz, komentuj! To mi pomaga :)
Pozdrawiam ;*

A.