niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 24



            Przede mną rozciągała się ciemność. Nie wiedziałam gdzie jestem. Czułam niepokój, strach. Próbowałam się wydostać. Szłam przed siebie wymachując rękami, chciałam znaleźć jakąś ścianę, cokolwiek aby chociaż na chwilę móc podeprzeć się. Byłam zmęczona, nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Zobaczyłam w oddali małe światło. Jakiś głos wewnątrz mnie kazał mi tam pójść. Posłuchałam go. Szłam i szłam. Zamiast zbliżyć się do światła, czułam, że ono oddala się ode mnie. Zdenerwowałam się. Rozległ się głos: „ Nie uciekniesz ode mnie.” Złość zamieniła się w strach. Przerażona zaczęłam biec przed siebie. Serce miałam w gardle, w uszach zaczęło mi dzwonić. Cały czas słyszałam diaboliczny śmiech mężczyzny, ale jego samego nie widziałam. W końcu upadłam, moje nogi nie miały więcej sił na dalszy wysiłek. Czułam się bezsilna. Jeszcze raz popatrzyłam w stronę światła, wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Zgasło. Śmiech ustał. Czułam, że to cisza przed burzą, że to jeszcze nie jest koniec. Poczułam czyjś oddech na moim policzku. Usłyszałam szept: „Nie bój się, nie skrzywdzę cię” i ten sam śmiech, który niedawno przyprawiał mnie o zawał serca. Zerwałam się z ziemi i znowu zaczęłam biec. Poczułam, że moje nogi odżyły na nowo. Niestety, to nie trwało długo. Nogi znowu przegrały walkę ze zmęczeniem i bezwładnie opadły na ziemię razem z resztą ciała. Usłyszałam kroki w oddali. Po moich policzkach popłynęły dwie gorzkie łzy. Wiedziałam, że to już mój koniec. Znowu ten śmiech. Popłakałam się. Nagle zapaliła się lampa. Leżałam na brudnym materacu, w małym pokoju. Nade mną stał mężczyzna. Śmiał się. Nie widziałam jego twarzy. Pochylił się. Teraz dopiero wiedziałam, kim jest mój oprawca. To Thomas.
- Zostaw mnie! – krzyczałam najgłośniej jak potrafiłam – Ratunku, pomocy!
- Nigdzie się nie wybieram cukiereczku, tak jak ty – zaśmiał się podle. Usiadł okrakiem na mnie. Jego ręce zaczęły wędrować po moim ciele.
- Nie dotykaj mnie, słyszysz?!
- Oj nie denerwuj się, koteczku. Będzie fajnie. – Zaczął zdzierać ze mnie ubrania. Próbowałam mu przeszkodzić, ale na próżno. Mężczyzna był dwa razy silniejszy ode mnie i bez problemów skrępował moje ręce. Zostałam w samej bieliźnie. Zalałam się łzami. Widziałam po jego twarzy, że bawi go mój widok. Pochylił się nade mną i wyszeptał: „Jeszcze będziesz błagać o więcej”. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że może mnie wykorzystać. Szarpałam się, krzyczałam ale mężczyzna pozostał nieugięty. Poczułam jego usta na moich…

Usiadłam przerażona na swoim łóżku. To był tylko sen. Jestem w swojej sypiali, w swoim łóżku, w Dortmundzie, próbowałam uspokoić się w myślach. Na moim czole pojawiły się kropelki potu. Spojrzałam na zegarek: 4:37. Nie usnę, nie po takim koszmarze! Zeszłam do kuchni i postawiłam czajnik z wodą. Po chwili wyda zagotowała się i zaparzyłam sobie melisę na uspokojenie. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Próbowałam zająć się czymś, aby nie wracać myślami do powodu mojej pobudki. Skakałam po kanałach, oglądałam bezsensowne seriale. W końcu obudziła się Lena i dołączyła do mnie.
- Hej, czemu ty nie śpisz? Jest dopiero – spojrzała na zegar wiszący w korytarzu – ósma rano.
- Jakoś nie mogłam spać. – skłamałam, po prostu nie chciałam mówić jej prawdy aby bardziej jej nie dołować.
- Ok, niech ci będzie. Uwierzyłam ci. A teraz chodź mośku zrobić śniadanie. – rzuciła we mnie poduszką, która stanowiła ozdobę sofy. Czułam się cały czas nieobecna. Lena próbowała mnie jeszcze wypytać o cokolwiek, ale ja skutecznie spławiałam ją. W końcu poddała się i poszła do „pracy”. Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Wciąż nie mogę się z tym pogodzić. W końcu sama musiałam wrócić na ziemię i zacząć się szykować do pracy. Wybrałam klasyczny
zestaw, a do tego jeszcze kurtkę i byłam gotowa do wyjścia

 ****************

Pogoda mieszkańców Dortmundu nie rozpieszczała. Termometr wskazywał z ledwością 5 stopni Celsjusza a do tego od kilku dni padał deszcz. Myślałam, że chociaż tutaj w połowie grudnia będzie śnieg. Niestety, zapowiadają się kolejne święta z brzydką pogodą. Miasto powoli opanowywał świąteczny nastrój. W witrynach sklepów widniały ozdoby świąteczne, wszędzie rozwieszone były plakaty o promocjach przedświątecznych, a do centrum miasta przywieziona została wielka, 5-metrowa choinka, która miała cieszyć oczy mieszkańców przez całe święta. Szczerze, nie lubię tego okresu. Wielkie kolejki w sklepach, szukanie odpowiedniego prezentu dla mamy, brata, wkurzające piosenki w centrach handlowych. Niestety, będę musiała to jakoś przeboleć i w końcu wyruszyć na zakupy. Dotarłam pod stadion. Szybko przeszłam korytarzami  i dotarłam do mojego gabinetu. Zabrałam sprzęt i ruszyłam w stronę murawy. Piłkarze rozgrzewali się do treningu. Musiałam wymusić uśmiech na mojej twarzy, co było bardzo trudne. Najwyraźniej nie wyszło mi to za dobrze, bo od razu się zorientowali, że coś mnie gryzie. Na szczęście w porę przyszedł Klopp i uratował mnie. Po skończonym treningu od razu ruszyłam w stronę domu. Nie miałam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę, nawet z Marco. Po godzinie podróży autobusem dotarłam do mieszkania. Otworzyłam drzwi i od razu udałam się do salonu. Od progu usłyszałam dźwięk pochodzący z telewizora. Byłam przekonana że to Lena, niestety myliłam się…


______________________________________________________________

No to mamy 24 ;) Nie sądziłam, że zdołam tyle napisać ;p
Rozdział zostawiam do waszej oceny ;)

Pozdrawiam ;**

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 23



            Obudziłam się tak jak usnęłam. Marco już nie spał tylko bawił się moimi włosami. Wiedziałam, że będę musiała mu wszystko opowiedzieć. Nie chciałam, żeby źle myślał o Lenie. W końcu zorientował się, że już nie śpię. Uśmiechnął się do mnie najładniej jak potrafił:
- Dzień dobry, śpioszku. Wygodnie się spało? – zapytał zatroskany.
- Hej. A nie mogę narzekać, wygodne masz ramię. – zażartowałam – Matko, ubrudziłam ci bluzkę tuszem. Wybacz.
- To jest nic. Ważne jest, dlaczego płakałaś. Powiesz mi? Czekaj. Musisz mi powiedzieć. – zaśmiałam się.
- Ok, ale błagam cię. Nie możesz zmienić nastawienia co do niej. Obiecujesz?
- Obiecuje, z ręką na sercu. – chłopak wykonał gest.
- No to tak… - opowiedziałam mu wszystko, jak poznałam tego całego Thomasa aż do wczorajszych wydarzeń. Marco cierpliwie słuchał. W końcu zaczął komentować:
- Nie mogę uwierzyć, że Lena jest, no wiesz.
- Obiecałeś, że nie zmienisz nastawienia do niej. Pamiętasz?
- No tak ale to była zanim mi opowiedziałaś…
- Obiecałeś!
- No dobrze, dalej będę ją lubił chociaż ciężko będzie.
- Dziękuję – ucałowałam go w policzek. – Wiesz, ja po części czuje się winna.
- Co ty wygadujesz?
- Nie rozmawiałam z nią zbyt często, opuściłam ją a ona potrzebowała mojej pomocy.
- Miałaś swoje problemy, nie możesz się winić!
- Może masz racje.
- Na pewno mam. Teraz powinnaś pomóc jej zakończyć to.
- Musze pojechać do Piszczków.
- Po co?
- Oni znali Lenę, może o tym wiedzieli.
- Teraz o siódmej? Na pewno jeszcze śpią.
- To co proponujesz?
- Zjedzmy śniadanie, doprowadźmy się do porządku. Nie chce mówić, że źle wyglądasz ale trochę makijaż ci się popsuł. – zażartował chłopak.
- Boże, ja pewnie wyglądam jak strach na wróble.
- Bardzo sexowny! – powiedział ze swoim łobuzerskim uśmieszkiem.
- Marco, weź się ogarnij! – zaczęłam się śmiać.
- No co, ja nigdy nie kłamie.
- Tiaaaa, daruj sobie to gadanie tylko idź zrobić śniadanie.
- Muszę kochanie?
- Tak misiaczku – poszłam do łazienki. Chciałam wziąć szybki prysznic, jednak zajął mi on 30 minut. Miałam dużo czasu, żeby wszystko przemyśleć. Postanowiłam pogadać szczerze z Leną. Wysłuchać, dlaczego to robi. Gdy zeszłam z powrotem do kuchni, blondyn śpiewał podczas przygotowywania posiłku.
- Buuu, strasznie fałszujesz.
- Nie znasz się, to sama spróbuj.
- Haha, lepiej nie bo ogłuchniesz.
- No to nie krytykuj mnie. Ale szczerze: aż tak źle?
- Szczerze? Zmarli przewracają się w grobach.
- To może ja faktycznie zamilknę – chłopak udawał smutnego.
- Ej, nie smutaj się. – ucałowałam go w policzek.
- Od razu poprawiłaś mi humor. – uśmiechnął się szeroko – Śniadanie gotowe.
Usiedliśmy przy wielkim stole. Po skończonym posiłku włożyliśmy naczynia do zmywarki i jak wcześniej zaplanowaliśmy, wyruszyliśmy w stronę domu Piszczków. Dowiedziałam się, że mieszkają na jednym osiedlu, zaledwie 10 minut od domu Marco. Dopiero teraz zobaczyłam dom blondyna od zewnątrz. Mieszkał w ogromnej, białej willi. Była zbudowana w nowoczesnym stylu. Za domem znajdował się ogromny basen oraz równie imponujący ogród. Było tam wiele drzew, krzewów. Aż ciężko było uwierzyć, że Marco sam oto dba
. Po krótkiej przechadzce dotarliśmy pod dom piłkarza. Drzwi otworzyła Ewa, która z uśmiechem na twarzy zaprosiła nas do salonu. Od razu przeszłam do sedna sprawy:
- Czy wiedzieliście, czym zajmuje się Lena?
- Wiedzieliśmy. Nawet próbowaliśmy jej pomóc wyjść z tego, ale bezskutecznie.
- Dlaczego mi nie powiedzieliście? – zapytałam z wyrzutem.
- Chcieliśmy, ale Lena się uparła, że w odpowiednim czasie o wszystkim sama ci powie.
- Nie mogę w to uwierzyć.
- Skoro teraz wiesz, to możesz jej pomóc. – zaproponowała Ewa.
- Wiem, ale skoro nie chciała pomocy od was to czy przyjmie ją ode mnie?
- Musisz spróbować. Pomożemy ci. To też nasza przyjaciółka, zrobimy wszystko co w naszej mocy żeby jej pomóc.
- Muszę wracać do domu i z nią pogadać. Posprzeczałyśmy się.
- Dobrze. Ale zadzwoń do nas jak już sobie wszystko wyjaśnicie.
- Okay, zadzwonię.

  **************

Wyruszyłam z blondynem prosto do mojego mieszkania. Nie chciałam więcej tracić czasu. Na szczęście Marco to zrozumiał. Teraz dopiero zrozumiałam, jak ważną osobą jest w moim życiu. Gdy nie on, załamałabym się i pewnie wróciłabym do Polski. Dotarliśmy w końcu pod mój blok. Pożegnałam się Marco całusem w policzek i szybko pomaszerowałam do drzwi. Przed wejściem do mieszkania wzięłam głęboki wdech. Po przekroczeniu progu nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Zapłakana Lena, w rozciągniętych dresach siedziała na kanapie i zajadała się kolejnym pudełkiem lodów. Wokół niej znajdowały się tony zużytych chusteczek oraz butelki po winie. Na mój widok jak oparzona wstała z sofy i pobiegła w moją stronę:
- Zuza, ja chciałam… - nie pozwoliłam jej dokończyć, w myślach miałam już ułożony monolog na jej temat.
- Najpierw posłuchaj mnie: po pierwsze, nie mogę zrozumieć dlaczego to robisz. Mam nadzieję, ze mi to wszystko wytłumaczysz. Po drugie, jak możesz nie szanować swojego ciała. Nie czujesz obrzydzenia, gdy obcy faceci dotykają cię?! – widziałam jak na twarzy Leny pokazuje się zażenowanie, wstyd i smutek. Na ten widok łzy same napływały mi się do oczu. Moja przyjaciółka słuchając mnie popłakała się. Było mi jej żal, ale wiedziałam, że moje słowa dotarły do niej. – Po trzecie… - tutaj mój głos się załamał – Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie jak siostra i choćbyś zabiła człowieka, ja nigdy nie odwrócę się od ciebie. Pomogę ci z tym skończyć. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i nie pozwolę, żebyś w ten sposób zarabiała na swoje życie. Rozumiemy się?
- Zuza, ja.. Przepraszam – obie rozpłakałyśmy się na dobre.
- Nie przepraszaj tylko przytul mnie! – dziewczyna lekko się uśmiechnęła i wykonała moją prośbę. Trwałyśmy w uścisku chwile, ale dla mnie to była wieczność. Nigdy, ale to nigdy się nie pokłóciłyśmy. To była dla nas nowość. W końcu opanowałyśmy się i zaczęłyśmy rozmawiać. To znaczy, Lena mówiła a ja jej słuchałam:
- Gdy tutaj przyjechałam, miałam załatwioną pracę i mieszkanie. Ale mój szef okazał się być dupkiem, i przystawiał się do mnie. Wygarnęłam mu a on za to mnie zwolnił. Byłam zrozpaczona, nie mogłam poprosić o pieniądze rodzinę, bo dowiedzieliby się gdzie mieszkam. Pewnego dnia zaczepił mnie na ulicy pewien facet. Powiedział, że szuka nowych dziewczyn do towarzystwa i że się nadaję. Dał mi swój numer i dodał, że nie pożałuję tej decyzji. Szukałam pracy, naprawdę. Ale wszędzie gdzie tylko zaszłam, mówili, że już jest zajęte stanowisko albo że jestem za młoda i nie mam doświadczenia. Po 2 tygodniach zadzwoniłam do tego kolesia. Spotkałam się i umówiłam. Opowiedział mi na czym będzie polegała moja praca. Byłam zaszokowana. Miałam być dziewczyną do towarzystwa. Polegało to na tym, że dzwonił klient i zabierał nas na jakieś bankiety, uroczystości. Dla opinii publicznej byłyśmy tylko mądrymi kobietami które dotrzymywały towarzystwa osobą z wyższych sfer. Nikt nie przypuszczał, że byłyśmy z agencji. A sex? Niekiedy tak, niekiedy nie. Zdarzało się, że mężczyzna potrzebował tylko pięknej kobiety u boku, nic więcej. Z niektórymi potrafiłam przegadać całą noc.
- A ten Thomas?
- Thomas? On należy do tej drugiej grupy. Na początku byłam nim zauroczona, liczyłam, że pomoże mi się stamtąd wydostać. Ale on dał mi jasno do zrozumienia, że chce tylko sex`u oraz mojego towarzystwa podczas różnych imprez.
- Ja.. to jest okropne. Jak mogłaś to znosić?
- To było moje źródło utrzymania, nie miałam wyjścia. Po miesiącu przyzwyczaiłam się do tego i mogłam spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.
- Dlaczego nie wróciłaś do Polski?
- Do kogo? Do wiecznie kontrolujący rodziców?! Miałam ich dość, chcieli zrobić ze mnie panią doktor. Decydowali o wszystkim w moim życiu! Nie mogłam tak dłużej wytrzymać! – Lena rozpłakał się.
- Ciiii, maleńka. Już wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Skończysz z tym.
- Ale… ja nie mogę…
- Dlaczego?!
- Jeśli od nich odejdę, zemszczą się. Niewykluczone, że zabiją mnie. – zamurowało mnie. Miałam nadzieję, że jej pomogę ale okazało się, że jestem bezradna. Zachciało mi się płakać. Smutek przepełnił całe moje ciało. Poczułam się taka mała, bezsilna.

 **************

Rozmawiałam jeszcze długi czas z Leną. Na reszcie wszystko sobie wytłumaczyłyśmy. Ja obiecałam, że jakoś będę tolerować jej pracę a ona, że nie będzie przyprowadzać facetów do domu. Przygotowałyśmy obiad i szybko go skonsumowałyśmy. Aby umilić sobie resztę dnia, wybrałyśmy się do kina. Dawno nigdzie nie wychodziłyśmy razem. Dzisiaj nadarzyła się dobra okazja. Po skończonym seansie poszłyśmy na pizzę. Wróciłyśmy do domu około godziny 22, zmęczone wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Każda poszła prosto do swojej sypialni. Wzięłam szybki prysznic i przed snem weszłam na Facebook`a. Po 10 minutach przeglądania momentami bezsensownych wpisów położyłam się spać. Nawet nie wiem, kiedy zmorzył mnie sen…

______________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba ;) Jak mijają Wam wakacje? :) U mnie straszne nudy ;p
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Pozdrawiam ;*

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 22




Kilka dni później:

                Moje życie w końcu zaczęło się układać. Świetna praca, wspaniali przyjaciele oraz Marco. W końcu zrozumiał, że musi przystopować. Momentami próbuje do mnie startować ale skutecznie spławiam go. Czasami dziwnie rozmawia z chłopakami z drużyny, co mnie bardzo zastanawia. Próbowałam go wypytać oto, ale zawsze szybko zmienia temat. Sądzę, że wyjazd tutaj był dobrym pomysłem. Właśnie wychodzę do pracy. Dziś jest ostatni trening przed meczem wyjazdowym z Augsburgiem. Cały Dortmund żyje najbliższym meczem. Ale wracając do Marco… Cały czas o nim myślę. Nie wiem, czy to jest miłość. Może tylko zauroczenie? Marco w pracy, Marco na imprezie… Zwariuję za chwilę! Usłyszałam pisk opon i trąbienie samochodu. O mały włos wpadłabym pod samochód. Co ten chłopak robi ze mną?! W końcu dotarłam, na szczęście w jednym kawałku na stadion. Piłkarze rozgrzewali się na murawie, ja podeszłam do Kloppa który im się uważnie przyglądał:
- Witam trenerze. Jak samopoczucie przed meczem?
- A witam Zuza. Dobrze, mamy duże szanse na wygraną ale nie wolno lekceważyć przeciwnika. Zwłaszcza, że grają u siebie. Tylko jedna rzecz mnie niepokoi.
- Tak? A jaka?
- Sebastian. Od kilku ostatnich treningów jest jakiś nieobecny, nieswój.
- To na pewno chwilowe. Może ma jakieś problemy z dziewczyną albo rodziną.
- Pewnie masz rację, ale będę musiał z nim porozmawiać. Wybacz, ale widzisz co oni wyprawiają! Musze ich uspokoić.- zaczęłam się kierować w stronę swojego stanowiska i usłyszałam tylko „Reus, Goetze! Karne kółka!”. Uśmiechnęłam się pod nosem. Trening przebiegał bez większych komplikacji. Oczywiście trener przekazał piłkarzom kilka ponadczasowym złotych myśli. Oczywiście dostali zakaz na imprezy dzisiaj wieczorem. Klopp dał im dzisiaj wycisk więc nawet nie mieli sił na jakąkolwiek kłótnie z trenerem. Zaczęłam kierować się w stronę mieszkania. Po drodze skoczyłam na małe zakupy. Po 30 minutach byłam w mieszkaniu. Drzwi były otwarte, co mnie bardzo zdziwiło. Lena nigdy nie była tak wczas w domu. Weszłam do salonu i doznałam szoku. Lena miziająca się z jakimś kolesiem na kanapie. W dodatku byli w samej bieliźnie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Miałam wrażenie, że znam tego kolesia. Tak, to był Thomas. Ten od Ferrari! Nie wiedziałam, że się znają. Głośno odchrząknęłam:
- Oooo, Zuza. Ty już w domu?
- Najwyraźniej.
- Miałaś być później.
- Ale jestem teraz. Nie przedstawisz mi twojego znajomego? – próbowałam udać, że go nie znam.
- Jasne. Lena to jest Thomas Schönberger. Thomas, to moja przyjaciółka Zuza Dąbrowska.
- Miło mi – wyszczerzył się facet.
- Chciałabym móc powiedzieć to samo. – Thomas tylko się uśmiechnął.
- Będę się zbierał. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, tylko w lepszych okolicznościach.
- Taaa, żegnam – rzuciłam i poszłam do kuchni. Musiałam się czegoś napić, szukałam czegoś mocniejszego ale była tylko woda niegazowana. W tym samym czasie Thomas szukał reszty swojej garderoby. W końcu pożegnał się z Leną i wyszedł. Od razu ruszyłam do ataku:
- Dlaczego miziałaś się z tym Thomasem od Ferrari?!
- To był on?
- Tak! Czekaj, ostatnio mówiłaś, że zostajesz u Thomasa, który jest twoim wspólnikiem w pracy… O jakiej pracy mówimy? – teraz dopiero do mnie to doszło. Wracanie późno w nocy, astronomiczne zarobki, drogi samochód, ogromne mieszkanie. To wszystko kosztuje a Lena ma tylko maturę, jak ja!
- Posłuchaj, nie oceniaj mnie źle. Ja nie miałam wyjścia. Zrozum!
- Czyli dobrze myślę?! Jesteś dziwką?!
- Nie mów tak o mnie…
- A jak mam mówić?!
- Na pewno nie dziwka!
- To jak TY nazywasz swój zawód?! Co?! – długo nie otrzymywałam odpowiedzi. W końcu wykrzyczałam – No jak?!
- Dziewczyna do towarzystwa, prostytutka… Wszystko tylko nie dziwka!
- Sądzisz, że inna nazwa zmieni fakt, że się puszczasz?! – nie wytrzymałam. To było dla mnie niezrozumiałe! Jak można było tak nie szanować swojego ciała? Rozumiem, nie miała kasy ale żeby utrzymywać się z tego?! W końcu ochłonęłam. Zobaczyłam, że Lena płacze – Kiedy chciałaś mi o tym powiedzieć?
- Ja… nie wiem. Miałam nadzieję, że się nie dowiesz. Wiedziałam, ze tak zareagujesz. Chciałam uniknąć kłótni. – miałam na dzisiaj dość rozmowy – Gdzie idziesz?
- Muszę sobie to przemyśleć. Nie czekaj na mnie.
Wyszłam najszybciej jak mogłam z mieszkania. Dalej była w szoku. Wybrałam pierwszy lepszy numer z telefonu i zadzwoniłam. Nie czekałam długo, po pierwszym sygnale usłyszałam głos:
- Halo Zuza? – to był głos Marco.
- Hej, mogę u ciebie przenocować?
- Jasne, coś się stało? Masz taki smutny głos?
- Opowiem ci później. Mógłbyś przyjechać po mnie?
- Już, będę za 15 minut.
- Dzięki – nie czekałam na odpowiedź tylko od razu się rozłączyłam.

Punktualnie przyjechał po mnie Marco. Nie miałam ochoty na rozmowę, wsiadłam szybko do samochodu i odwróciłam wzrok od twarzy blondyna. Chłopak od razu ruszył w stronę swojego domu. O nic nie pytał, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Szybko dotarliśmy na miejsce. Usiadłam w salonie a po chwili dołączył do mnie Reus. Nie mogłam wytrzymać i wybuchłam płaczem. Czułam się po części winna. Nie kontaktowałam się z nią zbyt często od jej wyjazdu, musiało być jej ciężko. Przytuliłam się do blondyna i wylewałam litry łez. On odwzajemnił mój gest i próbował mnie uspokoić. Czułam bliskość Marco. Tak bardzo tego pragnęłam. Siedziałam tak długo. W końcu  zmorzył mnie sen.

__________________________________________________________

eh, nie podoba mi się... nie miałam pomysłu na ten rozdział ;/
mam nadzieję, że się nie gniewacie, że zrobiłam z Leny złłłą dziewczynę ;p
liczę na szczerą opinię :)
pozdrawiam ;*

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 21

    Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Obok mnie leżał Marco. Na szczęście byliśmy w ubraniach. Już myślałam, że do czegoś doszło. Spał tak spokojnie. Jego włosy były w kompletnym nieładzie, co mi się podobało. Wyswobodziłam się z jego objęć. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam do kuchni. Zaczęłam przygotowywać śniadanie. Nie miałam kompletnego pojęcia gdzie co jest, więc zanim znalazłam wszystkie potrzebne składniki minęło dobre 10 minut. Po chwili dołączył do mnie chłopak.
- Witaj ranny ptaszku.
- Hej. Ciężko się wyspać gdy tak chrapiesz. – zażartowałam.
- Ja i chrapanie? Chyba w snach kochanie. – przytulił mnie. Nie powiem, było miło.
- Co ty robisz?
- Pilnuję cię, żeby nikt cię nie ukradł.
- Tylko jedna osoba chce mnie porwać, ty. – zaczęłam się śmiać.
- Oj tam, oj tam. Co zrobiłaś na śniadanie?
- Jajecznicę – odparłam dumnie – siadaj, zaraz będzie.
Chłopak posłusznie zajął miejsce przy stole. Po chwili dołączyła do niego z dwoma talerzami.
- Smacznego
- Dziękuje i nawzajem. Mniam, ale pyszna. Świetnie gotujesz.
- Dzięki.
- Mogłabyś mi tak zawsze robić śniadanie – powiedział z zalotnym uśmieszkiem.
- Oj, nie przyzwyczajaj się. To tylko jednorazowo.
- No nie mów, że ci się tutaj nie podoba. Focham się – Marco udał obrażonego.
- Ej, nie obrażaj się blondynku. Ładny masz dom, ładny. Co mam zrobić, żebyś się odfochał? – nie dostałam odpowiedzi ale Marco zaczął się głupkowato uśmiechać.
- No wiesz? Takie zbereźne myśli to zachowaj dla siebie lowelasku.
- Przecież nic nie powiedziałem! Może myślałem o kawie?
- Ach, kawa wywołała na twojej twarz taką radość? Ciekawe…
- A żebyś wiedziała, uwielbiam kawę – zaczęliśmy się śmiać. Nie wiem dlaczego, ale śmialiśmy się tak przez dłuższą chwilę.
- Jakie plany na resztę dnia? – zapytał Marco.
- Cóż, planuję powrót do domu i full leżing przed tv. A ty?
- W takim razie zabieram cię na spacer. I nie przyjmuję odmowy! O 15 przed twoim mieszkaniem.
Nie miałam nic powiedzenia bo Marco zaplanował za mnie całe popołudnie. Wróciłam do siebie i wzięłam długą kąpiel. Zanim się obejrzałam dobiegała godzina 14:30. Szybko wybrałam z szafy ubrania i zaczęłam się szykować. Wyprostowałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Do przyjścia Reusa zostało 10 minut, więc włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na „Dr House”. Uwielbiam ten serial! House jest niesamowitym człowiekiem. Jego postać jest irytująca, ciekawa co sprawia, że chce się oglądać serial. Odcinek właśnie się skończył a do moich drzwi zapukał Marco. Po przywitaniu całusem w policzek ruszyliśmy w stronę parku. Długo chodziliśmy i rozmawialiśmy. W końcu zrobiło nam się zimno i weszliśmy do najlepszej kawiarni. Złożyliśmy zamówienie i dalej rozmawialiśmy:
- Zuza?
- Tak?
- Nigdy nie wyjawiłaś powodu, dlaczego przyjechałaś do Dortmundu.
- Wiesz to raczej smutna historia. Nie chcę psuć humoru sobie i tobie.
- No weź, dobrze jest się komuś wyżalić.
- No w sumie masz racje.
Długo zbierałam się na odwagę żeby opowiedzieć o wszystkim Marco. Chłopak zrozumiał, że to dla mnie trudny temat:
- Zuza, jak nie chcesz mówić to nie mów…
- Nie, wolę ci opowiedzieć o wszystkim. Wszystko zaczęło się pół roku temu… Wracałam z moją siostrą z imprezy. Było już późno a droga była śliska. Robiłam za kierowcę więc nic nie piłam przez cały wieczór. W drodze powrotnej pogoda się jeszcze pogorszyła… Byłyśmy w połowie drogi gdy za zakrętu wyskoczył szybko samochód. Mężczyzna którym nim kierował stracił panowanie nad pojazdem i wjechał na mój pas. Próbowałam go ominąć ale na próżno. Samochód z impetem uderzył w nas… Cała siła uderzenia skupiła się na stronie pasażera… Na stronie Sylwii… Auto było zmasakrowane. Ja wyszłam z wypadku bez szwanku, jakieś zadrapanie, stłuczona ręka. Ale Sylwia... Miała zmiażdżone nogi, wstrząs mózgu, połamane żebra, pękniętą śledzionę. Trafiła do szpitala ale nie mogli jej uratować…
- Zuza, ja…
- Jak się później okazało, mężczyzna był pijany. Miał 1,5 promila alkoholu we krwi. Odwiedził mnie nawet w szpitalu ale ja wyrzuciłam go za drzwi. Teraz siedzi w więzieniu, dostał karę 10 lat więzienia. Nie mogłam sobie poradzić ze śmiercią Sylwii. Cały czas się zastanawiałam, dlaczego ona a nie ja?! Dlaczego ja miałam kilka niegroźnych ran a ona? Całe ciało zmasakrowane… Próbowałam pozbierać się po jej śmierci, chodziłam do psychologa. Nic mi nie pomagało. Aż wstyd się przyznać, próbowałam popełnić samobójstwo… W końcu doszłam do wniosku, że czas zacząć wszystko od nowa, tutaj. Lena. Chociaż nie było jej przy mnie próbowała mnie wspierać jak tylko mogła. I dalej to robi.
- Ja.. nie wiem co powiedzieć. To naprawdę smutna historia.
- Mówiłam, że zepsuje ci humor.
- Cieszę się, że mi to powiedziałaś. – uśmiechnął się szczerze. Czułam, że mogę mu ufać. Rozmawialiśmy jeszcze długo. Straciłam poczucie czasu. Tak świetnie się bawiłam z Marco. Jednak w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości. Około godziny dwudziestej wróciłam do domu. Nie marzyłam o niczym innym jak o gorącej, długiej kąpieli. Niedługo po mnie wróciła Lena. Zrobiłyśmy mały seans filmowy. Najlepsze komedie oraz dużo popcornu – w Polsce często spędzałyśmy tak wieczory. Około północy poczułyśmy zmęczenie. Usnęłyśmy na kanapie.

_______________________________________________________________

Udało mi się w końcu coś dodać ;) Mam nadzieję, że się podoba. Liczę na szczerą opinię :)
Polski ćwierćfinał w tenisa! Łał, przynajmniej mamy pewność, że Polak awansuje xD

Pozdrawiam gorąco ;**

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 20



            Od samego rana szykowałam się na randkę z Marco. Na szczęście miałam dzisiaj wolne, więc mogłam się spokojnie przygotować. Nie wiem dlaczego denerwuję się. Odkąd się obudziłam nie mogę sobie znaleźć zajęcia. Z 5 razy wydarłam się na Lenę bez powodu. Nie miałam pojęcia, gdzie mnie zabierze. To ma być niespodzianka a ja nie lubię niespodzianek. Nie wiedziałam co włożyć na siebie. Postanowiłam wybrać się na mały shopping do centrum handlowego. Po 2 godzinach wróciłam do domu bogatsza o sukienkę, parę szpilek oraz torebkę. Punktualnie o dwudziestej do moich drzwi zapukał Marco. Ja kończyłam się szykować więc otworzyła Lena:
- Hej, Zuza zaraz będzie gotowa.
- Spoko, mamy czas.
- To gdzie ją zabierasz?
- Niespodzianka – odparł z uroczym uśmiechem chłopak.
- Uuuuuu, jaki tajemniczy. Tylko żeby wróciła w jednym kawałku, ok.?
- Jasne, nic jej nie będzie.
- A jak już sobie tak rozmawiamy: jeśli ją skrzywdzisz, wykorzystasz to pożałujesz tego. Dopadnę cię nawet na końcu świata. Rozumiemy się? – zagroziła Lena.
- Eeee, jasne – odparł zmieszany chłopak.
- Hahaha, jakbyś widział swoją minę. Hahaha. Ale na poważnie, nie chce żeby miała złamane serce przez ciebie. – Słyszałam całą rozmowę, aż chciało mi się śmiać. W końcu uwolniłam Marco od mojej nadopiekuńczej przyjaciółki.
- Już jestem, wybacz że musiałeś czekać.
- O cholera – tylko tyle wydusił z siebie blondyn na mój widok.
- Nie podoba ci się?
- Wręcz przeciwnie, wyglądasz zjawiskowo.
- Dziękuje – poczułam, jak na mojej twarzy robią się dwa ogromne rumieńce.
- Długo będziecie tak rozmawiać? Zaraz was starość zastanie. – rzuciła niezawodna Lenka i zaczęła się śmiać.
- Jedziemy?
- Jasne, wezmę tylko płaszcz.
Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę samochodu chłopaka. Gdy siedzieliśmy w pojeździe rozmawialiśmy o przeróżnych osobach i rzeczach.
- To gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka. – odparł z łobuzerskim uśmiechem blondyn.
- Ej, powiedz.
- Nie mogę bo czar pryśnie.
- Marco Reus romantyczny, to nowość.
- Ba, jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz. – uśmiechnął się szeroko. Po 30 minutach dojechaliśmy do celu.
- Zamknij oczy.
- Muszę?
- Tak – odparł zalotnie chłopak.
- Uważaj schody. – Po 10 minutach mogłam w końcu otworzyć oczy. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Przede mną rozciągała się nocna panorama miasta. Spadające z nieba płatki śniegu nadały całemu widokowi jeszcze większego uroku.
- Marco, tu jest przepięknie.
- Uwielbiam przychodzić tutaj, gdy tylko mam jakiś problem. Siedzę i patrzę. To mi zawsze pomaga. Teraz będziemy mogli przychodzić razem, o każdej porze dnia i nocy. – nic nie odpowiedziałam tylko dalej podziwiałam widoku. W końcu Marco się odezwał:
- Chodź, teraz czas na drugą część niespodzianki. - Pojechaliśmy do restauracji, bardzo eleganckiej i drogiej. Gdy tylko weszliśmy na sale, rozległy się szepty. Marco przywykł do tego jednak mi to trochę przeszkadzało:
- Nie podoba ci się? – zapytał zmartwiony chłopak.
- Wiesz, nie gustuje w tego typu miejscach.
- Naprawdę? To kamień spadł mi z serca. Ja też nie lubię takiego sztywniactwa. – uśmiechnął się uroczo Marco.
- To dlaczego wybrałeś taka restaurację?
- No nie wiem, chciałem zrobić dobre wrażenie. – odparł zmieszany chłopak.
- Niepotrzebnie. – odparłam uśmiechając się.
- Mam pomysł, chodźmy do mnie. Ja coś ugotuję.
- I to mi się podoba. – zaczęliśmy się śmiać.
Wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się w stronę domu Marco. Okazało się, że Marco mieszka niedaleko centrum miasta, niecałe 20 minut drogi. Gdy dojechaliśmy, moim oczom ukazał się wielki budynek. Tylko tyle zdołało mi się zobaczyć przy nocnym świetle. Wnętrze domu było urządzone nowocześnie, w niektórych miejscach było widać kobieca rękę. Na ścianach było dużo obrazów i zdjęć oraz innych ozdób. Weszliśmy do kuchni, która była połączona z jadalnią
- Czuj się jak u siebie. Ja zaraz coś ugotuję. Wino białe czy czerwone?
- Czerwone. Pomogę ci.
- Nie musisz, dam radę. – odparł dumnie Maro.
- Dobrze, panie kucharzu. – zaśmiałam się.
Po godzinie Marco ugotował pysznie wyglądające spaghetti:
- Wybacz, tylko to potrafię ugotować. To i naleśniki. – zaśmiał się
- Nic nie szkodzi, lubię spaghetti.
Zajadaliśmy, aż uszy nam się trzęsły. Cały czas rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Marco nie dość że romantyczny, to ma jeszcze duże poczucie humoru. Opowiadał mi, jak za wzajem stroją sobie żarty w szatni. Siedzieliśmy w salonie i kończyliśmy pić drugą butelkę wina. Promile uderzyły mi do głowy, niestety, miałam bardzo słabą głowę.
- Wiesz co? Lubię cię. Baaaaaardzo! – zaczęłam się śmiać.
- Ja ciebie też. – Marco najwyraźniej zobaczył zielone światło i ruszył do ataku. Położył swoją rękę na moim udzie, co wywołało u mnie napad śmiechu. Z nogi powędrowała na biodra a później na głowę. Opuszkami palców głaskał moje policzki, które od alkoholu zrobiły się ciepłe. Już chciał mnie pocałować, ale zaczęłam się śmiać:
- Oj Marco, Marco. Tobie tylko jedno w głowie.
- Jesteś taka piękna, ciężko się opanować.
- Jeśli chcesz być kimś więcej to musisz być cierpliwy, mój blondynku. – uszczypałam go w policzek.
- Jesteś pijana – zaczął się śmiać.
- Nieeee, wcale. Dlaczego słyszę śpiewy buddyjskich mnichów?
- Chodź, położysz się spać.
- Nie, ja nie chce spać. Łóżko mnie pożre.
- Nic ci nie zrobi, chodź.
- Nieeeee, mamusiu. – chłopak zaczął się śmiać. Marco wziął mnie na ręce i zaniósł mnie chyba do swojej sypialni. Położył na łóżku i zaczął się kierować w stronę wyjścia
- Marco?
- Tak?
- Zostań ze mną, proszę. – Chłopak bez czekania położył się koło mnie. Przytuliłam się do niego i momentalnie zasnęłam.

*oczami Marco*

Przyglądałem się twarzy Zuzy na którą padało światło zza okien. Wyglądała tak niewinnie, bezbronnie, uroczo. Aż chciałem ją pocałować. Coraz bardziej żałuje tego cholernego zakładu. Gdy się o nim dowie, znienawidzi mnie. Tak ciężko się opanować gdy jest taka śliczna dziewczyna leży koło ciebie a w dodatku jest pijana. Wpatrywałem się przez dłuższy czas w Zuzę aż poczułem zmęczenie. Skoro dzisiaj nie wyszło to spróbuje jutro. Do trzech razy sztuka. Pocałowałem ją w czoło na dobranoc i zasnąłem.

__________________________________________________________


I jest 20 :) Mam nadzieję, że się podoba. Zostawiam rozdział do Waszej oceny :)

Jeśli czytacie tego bloga, proszę, skomentujcie!
Teraz takie małe ogłoszenie :D W najbliższym czasie jadę do brata, będę się opiekować jego synem. A jak to bywa z małymi dziećmi, mają milion pomysłów na minutę i wszędzie ich dużo. Więc niewykluczone, że w najbliższym czasie nie pojawią się nowe rozdziały, za co z góry przepraszam. :)
Zrobię jednak wszystko, żeby dodać przynajmniej jeden rozdział :)
Pozdrawiam ;*