sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 22




Kilka dni później:

                Moje życie w końcu zaczęło się układać. Świetna praca, wspaniali przyjaciele oraz Marco. W końcu zrozumiał, że musi przystopować. Momentami próbuje do mnie startować ale skutecznie spławiam go. Czasami dziwnie rozmawia z chłopakami z drużyny, co mnie bardzo zastanawia. Próbowałam go wypytać oto, ale zawsze szybko zmienia temat. Sądzę, że wyjazd tutaj był dobrym pomysłem. Właśnie wychodzę do pracy. Dziś jest ostatni trening przed meczem wyjazdowym z Augsburgiem. Cały Dortmund żyje najbliższym meczem. Ale wracając do Marco… Cały czas o nim myślę. Nie wiem, czy to jest miłość. Może tylko zauroczenie? Marco w pracy, Marco na imprezie… Zwariuję za chwilę! Usłyszałam pisk opon i trąbienie samochodu. O mały włos wpadłabym pod samochód. Co ten chłopak robi ze mną?! W końcu dotarłam, na szczęście w jednym kawałku na stadion. Piłkarze rozgrzewali się na murawie, ja podeszłam do Kloppa który im się uważnie przyglądał:
- Witam trenerze. Jak samopoczucie przed meczem?
- A witam Zuza. Dobrze, mamy duże szanse na wygraną ale nie wolno lekceważyć przeciwnika. Zwłaszcza, że grają u siebie. Tylko jedna rzecz mnie niepokoi.
- Tak? A jaka?
- Sebastian. Od kilku ostatnich treningów jest jakiś nieobecny, nieswój.
- To na pewno chwilowe. Może ma jakieś problemy z dziewczyną albo rodziną.
- Pewnie masz rację, ale będę musiał z nim porozmawiać. Wybacz, ale widzisz co oni wyprawiają! Musze ich uspokoić.- zaczęłam się kierować w stronę swojego stanowiska i usłyszałam tylko „Reus, Goetze! Karne kółka!”. Uśmiechnęłam się pod nosem. Trening przebiegał bez większych komplikacji. Oczywiście trener przekazał piłkarzom kilka ponadczasowym złotych myśli. Oczywiście dostali zakaz na imprezy dzisiaj wieczorem. Klopp dał im dzisiaj wycisk więc nawet nie mieli sił na jakąkolwiek kłótnie z trenerem. Zaczęłam kierować się w stronę mieszkania. Po drodze skoczyłam na małe zakupy. Po 30 minutach byłam w mieszkaniu. Drzwi były otwarte, co mnie bardzo zdziwiło. Lena nigdy nie była tak wczas w domu. Weszłam do salonu i doznałam szoku. Lena miziająca się z jakimś kolesiem na kanapie. W dodatku byli w samej bieliźnie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Miałam wrażenie, że znam tego kolesia. Tak, to był Thomas. Ten od Ferrari! Nie wiedziałam, że się znają. Głośno odchrząknęłam:
- Oooo, Zuza. Ty już w domu?
- Najwyraźniej.
- Miałaś być później.
- Ale jestem teraz. Nie przedstawisz mi twojego znajomego? – próbowałam udać, że go nie znam.
- Jasne. Lena to jest Thomas Schönberger. Thomas, to moja przyjaciółka Zuza Dąbrowska.
- Miło mi – wyszczerzył się facet.
- Chciałabym móc powiedzieć to samo. – Thomas tylko się uśmiechnął.
- Będę się zbierał. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, tylko w lepszych okolicznościach.
- Taaa, żegnam – rzuciłam i poszłam do kuchni. Musiałam się czegoś napić, szukałam czegoś mocniejszego ale była tylko woda niegazowana. W tym samym czasie Thomas szukał reszty swojej garderoby. W końcu pożegnał się z Leną i wyszedł. Od razu ruszyłam do ataku:
- Dlaczego miziałaś się z tym Thomasem od Ferrari?!
- To był on?
- Tak! Czekaj, ostatnio mówiłaś, że zostajesz u Thomasa, który jest twoim wspólnikiem w pracy… O jakiej pracy mówimy? – teraz dopiero do mnie to doszło. Wracanie późno w nocy, astronomiczne zarobki, drogi samochód, ogromne mieszkanie. To wszystko kosztuje a Lena ma tylko maturę, jak ja!
- Posłuchaj, nie oceniaj mnie źle. Ja nie miałam wyjścia. Zrozum!
- Czyli dobrze myślę?! Jesteś dziwką?!
- Nie mów tak o mnie…
- A jak mam mówić?!
- Na pewno nie dziwka!
- To jak TY nazywasz swój zawód?! Co?! – długo nie otrzymywałam odpowiedzi. W końcu wykrzyczałam – No jak?!
- Dziewczyna do towarzystwa, prostytutka… Wszystko tylko nie dziwka!
- Sądzisz, że inna nazwa zmieni fakt, że się puszczasz?! – nie wytrzymałam. To było dla mnie niezrozumiałe! Jak można było tak nie szanować swojego ciała? Rozumiem, nie miała kasy ale żeby utrzymywać się z tego?! W końcu ochłonęłam. Zobaczyłam, że Lena płacze – Kiedy chciałaś mi o tym powiedzieć?
- Ja… nie wiem. Miałam nadzieję, że się nie dowiesz. Wiedziałam, ze tak zareagujesz. Chciałam uniknąć kłótni. – miałam na dzisiaj dość rozmowy – Gdzie idziesz?
- Muszę sobie to przemyśleć. Nie czekaj na mnie.
Wyszłam najszybciej jak mogłam z mieszkania. Dalej była w szoku. Wybrałam pierwszy lepszy numer z telefonu i zadzwoniłam. Nie czekałam długo, po pierwszym sygnale usłyszałam głos:
- Halo Zuza? – to był głos Marco.
- Hej, mogę u ciebie przenocować?
- Jasne, coś się stało? Masz taki smutny głos?
- Opowiem ci później. Mógłbyś przyjechać po mnie?
- Już, będę za 15 minut.
- Dzięki – nie czekałam na odpowiedź tylko od razu się rozłączyłam.

Punktualnie przyjechał po mnie Marco. Nie miałam ochoty na rozmowę, wsiadłam szybko do samochodu i odwróciłam wzrok od twarzy blondyna. Chłopak od razu ruszył w stronę swojego domu. O nic nie pytał, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Szybko dotarliśmy na miejsce. Usiadłam w salonie a po chwili dołączył do mnie Reus. Nie mogłam wytrzymać i wybuchłam płaczem. Czułam się po części winna. Nie kontaktowałam się z nią zbyt często od jej wyjazdu, musiało być jej ciężko. Przytuliłam się do blondyna i wylewałam litry łez. On odwzajemnił mój gest i próbował mnie uspokoić. Czułam bliskość Marco. Tak bardzo tego pragnęłam. Siedziałam tak długo. W końcu  zmorzył mnie sen.

__________________________________________________________

eh, nie podoba mi się... nie miałam pomysłu na ten rozdział ;/
mam nadzieję, że się nie gniewacie, że zrobiłam z Leny złłłą dziewczynę ;p
liczę na szczerą opinię :)
pozdrawiam ;*

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 21

    Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Obok mnie leżał Marco. Na szczęście byliśmy w ubraniach. Już myślałam, że do czegoś doszło. Spał tak spokojnie. Jego włosy były w kompletnym nieładzie, co mi się podobało. Wyswobodziłam się z jego objęć. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam do kuchni. Zaczęłam przygotowywać śniadanie. Nie miałam kompletnego pojęcia gdzie co jest, więc zanim znalazłam wszystkie potrzebne składniki minęło dobre 10 minut. Po chwili dołączył do mnie chłopak.
- Witaj ranny ptaszku.
- Hej. Ciężko się wyspać gdy tak chrapiesz. – zażartowałam.
- Ja i chrapanie? Chyba w snach kochanie. – przytulił mnie. Nie powiem, było miło.
- Co ty robisz?
- Pilnuję cię, żeby nikt cię nie ukradł.
- Tylko jedna osoba chce mnie porwać, ty. – zaczęłam się śmiać.
- Oj tam, oj tam. Co zrobiłaś na śniadanie?
- Jajecznicę – odparłam dumnie – siadaj, zaraz będzie.
Chłopak posłusznie zajął miejsce przy stole. Po chwili dołączyła do niego z dwoma talerzami.
- Smacznego
- Dziękuje i nawzajem. Mniam, ale pyszna. Świetnie gotujesz.
- Dzięki.
- Mogłabyś mi tak zawsze robić śniadanie – powiedział z zalotnym uśmieszkiem.
- Oj, nie przyzwyczajaj się. To tylko jednorazowo.
- No nie mów, że ci się tutaj nie podoba. Focham się – Marco udał obrażonego.
- Ej, nie obrażaj się blondynku. Ładny masz dom, ładny. Co mam zrobić, żebyś się odfochał? – nie dostałam odpowiedzi ale Marco zaczął się głupkowato uśmiechać.
- No wiesz? Takie zbereźne myśli to zachowaj dla siebie lowelasku.
- Przecież nic nie powiedziałem! Może myślałem o kawie?
- Ach, kawa wywołała na twojej twarz taką radość? Ciekawe…
- A żebyś wiedziała, uwielbiam kawę – zaczęliśmy się śmiać. Nie wiem dlaczego, ale śmialiśmy się tak przez dłuższą chwilę.
- Jakie plany na resztę dnia? – zapytał Marco.
- Cóż, planuję powrót do domu i full leżing przed tv. A ty?
- W takim razie zabieram cię na spacer. I nie przyjmuję odmowy! O 15 przed twoim mieszkaniem.
Nie miałam nic powiedzenia bo Marco zaplanował za mnie całe popołudnie. Wróciłam do siebie i wzięłam długą kąpiel. Zanim się obejrzałam dobiegała godzina 14:30. Szybko wybrałam z szafy ubrania i zaczęłam się szykować. Wyprostowałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Do przyjścia Reusa zostało 10 minut, więc włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na „Dr House”. Uwielbiam ten serial! House jest niesamowitym człowiekiem. Jego postać jest irytująca, ciekawa co sprawia, że chce się oglądać serial. Odcinek właśnie się skończył a do moich drzwi zapukał Marco. Po przywitaniu całusem w policzek ruszyliśmy w stronę parku. Długo chodziliśmy i rozmawialiśmy. W końcu zrobiło nam się zimno i weszliśmy do najlepszej kawiarni. Złożyliśmy zamówienie i dalej rozmawialiśmy:
- Zuza?
- Tak?
- Nigdy nie wyjawiłaś powodu, dlaczego przyjechałaś do Dortmundu.
- Wiesz to raczej smutna historia. Nie chcę psuć humoru sobie i tobie.
- No weź, dobrze jest się komuś wyżalić.
- No w sumie masz racje.
Długo zbierałam się na odwagę żeby opowiedzieć o wszystkim Marco. Chłopak zrozumiał, że to dla mnie trudny temat:
- Zuza, jak nie chcesz mówić to nie mów…
- Nie, wolę ci opowiedzieć o wszystkim. Wszystko zaczęło się pół roku temu… Wracałam z moją siostrą z imprezy. Było już późno a droga była śliska. Robiłam za kierowcę więc nic nie piłam przez cały wieczór. W drodze powrotnej pogoda się jeszcze pogorszyła… Byłyśmy w połowie drogi gdy za zakrętu wyskoczył szybko samochód. Mężczyzna którym nim kierował stracił panowanie nad pojazdem i wjechał na mój pas. Próbowałam go ominąć ale na próżno. Samochód z impetem uderzył w nas… Cała siła uderzenia skupiła się na stronie pasażera… Na stronie Sylwii… Auto było zmasakrowane. Ja wyszłam z wypadku bez szwanku, jakieś zadrapanie, stłuczona ręka. Ale Sylwia... Miała zmiażdżone nogi, wstrząs mózgu, połamane żebra, pękniętą śledzionę. Trafiła do szpitala ale nie mogli jej uratować…
- Zuza, ja…
- Jak się później okazało, mężczyzna był pijany. Miał 1,5 promila alkoholu we krwi. Odwiedził mnie nawet w szpitalu ale ja wyrzuciłam go za drzwi. Teraz siedzi w więzieniu, dostał karę 10 lat więzienia. Nie mogłam sobie poradzić ze śmiercią Sylwii. Cały czas się zastanawiałam, dlaczego ona a nie ja?! Dlaczego ja miałam kilka niegroźnych ran a ona? Całe ciało zmasakrowane… Próbowałam pozbierać się po jej śmierci, chodziłam do psychologa. Nic mi nie pomagało. Aż wstyd się przyznać, próbowałam popełnić samobójstwo… W końcu doszłam do wniosku, że czas zacząć wszystko od nowa, tutaj. Lena. Chociaż nie było jej przy mnie próbowała mnie wspierać jak tylko mogła. I dalej to robi.
- Ja.. nie wiem co powiedzieć. To naprawdę smutna historia.
- Mówiłam, że zepsuje ci humor.
- Cieszę się, że mi to powiedziałaś. – uśmiechnął się szczerze. Czułam, że mogę mu ufać. Rozmawialiśmy jeszcze długo. Straciłam poczucie czasu. Tak świetnie się bawiłam z Marco. Jednak w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości. Około godziny dwudziestej wróciłam do domu. Nie marzyłam o niczym innym jak o gorącej, długiej kąpieli. Niedługo po mnie wróciła Lena. Zrobiłyśmy mały seans filmowy. Najlepsze komedie oraz dużo popcornu – w Polsce często spędzałyśmy tak wieczory. Około północy poczułyśmy zmęczenie. Usnęłyśmy na kanapie.

_______________________________________________________________

Udało mi się w końcu coś dodać ;) Mam nadzieję, że się podoba. Liczę na szczerą opinię :)
Polski ćwierćfinał w tenisa! Łał, przynajmniej mamy pewność, że Polak awansuje xD

Pozdrawiam gorąco ;**

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 20



            Od samego rana szykowałam się na randkę z Marco. Na szczęście miałam dzisiaj wolne, więc mogłam się spokojnie przygotować. Nie wiem dlaczego denerwuję się. Odkąd się obudziłam nie mogę sobie znaleźć zajęcia. Z 5 razy wydarłam się na Lenę bez powodu. Nie miałam pojęcia, gdzie mnie zabierze. To ma być niespodzianka a ja nie lubię niespodzianek. Nie wiedziałam co włożyć na siebie. Postanowiłam wybrać się na mały shopping do centrum handlowego. Po 2 godzinach wróciłam do domu bogatsza o sukienkę, parę szpilek oraz torebkę. Punktualnie o dwudziestej do moich drzwi zapukał Marco. Ja kończyłam się szykować więc otworzyła Lena:
- Hej, Zuza zaraz będzie gotowa.
- Spoko, mamy czas.
- To gdzie ją zabierasz?
- Niespodzianka – odparł z uroczym uśmiechem chłopak.
- Uuuuuu, jaki tajemniczy. Tylko żeby wróciła w jednym kawałku, ok.?
- Jasne, nic jej nie będzie.
- A jak już sobie tak rozmawiamy: jeśli ją skrzywdzisz, wykorzystasz to pożałujesz tego. Dopadnę cię nawet na końcu świata. Rozumiemy się? – zagroziła Lena.
- Eeee, jasne – odparł zmieszany chłopak.
- Hahaha, jakbyś widział swoją minę. Hahaha. Ale na poważnie, nie chce żeby miała złamane serce przez ciebie. – Słyszałam całą rozmowę, aż chciało mi się śmiać. W końcu uwolniłam Marco od mojej nadopiekuńczej przyjaciółki.
- Już jestem, wybacz że musiałeś czekać.
- O cholera – tylko tyle wydusił z siebie blondyn na mój widok.
- Nie podoba ci się?
- Wręcz przeciwnie, wyglądasz zjawiskowo.
- Dziękuje – poczułam, jak na mojej twarzy robią się dwa ogromne rumieńce.
- Długo będziecie tak rozmawiać? Zaraz was starość zastanie. – rzuciła niezawodna Lenka i zaczęła się śmiać.
- Jedziemy?
- Jasne, wezmę tylko płaszcz.
Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę samochodu chłopaka. Gdy siedzieliśmy w pojeździe rozmawialiśmy o przeróżnych osobach i rzeczach.
- To gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka. – odparł z łobuzerskim uśmiechem blondyn.
- Ej, powiedz.
- Nie mogę bo czar pryśnie.
- Marco Reus romantyczny, to nowość.
- Ba, jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz. – uśmiechnął się szeroko. Po 30 minutach dojechaliśmy do celu.
- Zamknij oczy.
- Muszę?
- Tak – odparł zalotnie chłopak.
- Uważaj schody. – Po 10 minutach mogłam w końcu otworzyć oczy. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Przede mną rozciągała się nocna panorama miasta. Spadające z nieba płatki śniegu nadały całemu widokowi jeszcze większego uroku.
- Marco, tu jest przepięknie.
- Uwielbiam przychodzić tutaj, gdy tylko mam jakiś problem. Siedzę i patrzę. To mi zawsze pomaga. Teraz będziemy mogli przychodzić razem, o każdej porze dnia i nocy. – nic nie odpowiedziałam tylko dalej podziwiałam widoku. W końcu Marco się odezwał:
- Chodź, teraz czas na drugą część niespodzianki. - Pojechaliśmy do restauracji, bardzo eleganckiej i drogiej. Gdy tylko weszliśmy na sale, rozległy się szepty. Marco przywykł do tego jednak mi to trochę przeszkadzało:
- Nie podoba ci się? – zapytał zmartwiony chłopak.
- Wiesz, nie gustuje w tego typu miejscach.
- Naprawdę? To kamień spadł mi z serca. Ja też nie lubię takiego sztywniactwa. – uśmiechnął się uroczo Marco.
- To dlaczego wybrałeś taka restaurację?
- No nie wiem, chciałem zrobić dobre wrażenie. – odparł zmieszany chłopak.
- Niepotrzebnie. – odparłam uśmiechając się.
- Mam pomysł, chodźmy do mnie. Ja coś ugotuję.
- I to mi się podoba. – zaczęliśmy się śmiać.
Wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się w stronę domu Marco. Okazało się, że Marco mieszka niedaleko centrum miasta, niecałe 20 minut drogi. Gdy dojechaliśmy, moim oczom ukazał się wielki budynek. Tylko tyle zdołało mi się zobaczyć przy nocnym świetle. Wnętrze domu było urządzone nowocześnie, w niektórych miejscach było widać kobieca rękę. Na ścianach było dużo obrazów i zdjęć oraz innych ozdób. Weszliśmy do kuchni, która była połączona z jadalnią
- Czuj się jak u siebie. Ja zaraz coś ugotuję. Wino białe czy czerwone?
- Czerwone. Pomogę ci.
- Nie musisz, dam radę. – odparł dumnie Maro.
- Dobrze, panie kucharzu. – zaśmiałam się.
Po godzinie Marco ugotował pysznie wyglądające spaghetti:
- Wybacz, tylko to potrafię ugotować. To i naleśniki. – zaśmiał się
- Nic nie szkodzi, lubię spaghetti.
Zajadaliśmy, aż uszy nam się trzęsły. Cały czas rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Marco nie dość że romantyczny, to ma jeszcze duże poczucie humoru. Opowiadał mi, jak za wzajem stroją sobie żarty w szatni. Siedzieliśmy w salonie i kończyliśmy pić drugą butelkę wina. Promile uderzyły mi do głowy, niestety, miałam bardzo słabą głowę.
- Wiesz co? Lubię cię. Baaaaaardzo! – zaczęłam się śmiać.
- Ja ciebie też. – Marco najwyraźniej zobaczył zielone światło i ruszył do ataku. Położył swoją rękę na moim udzie, co wywołało u mnie napad śmiechu. Z nogi powędrowała na biodra a później na głowę. Opuszkami palców głaskał moje policzki, które od alkoholu zrobiły się ciepłe. Już chciał mnie pocałować, ale zaczęłam się śmiać:
- Oj Marco, Marco. Tobie tylko jedno w głowie.
- Jesteś taka piękna, ciężko się opanować.
- Jeśli chcesz być kimś więcej to musisz być cierpliwy, mój blondynku. – uszczypałam go w policzek.
- Jesteś pijana – zaczął się śmiać.
- Nieeee, wcale. Dlaczego słyszę śpiewy buddyjskich mnichów?
- Chodź, położysz się spać.
- Nie, ja nie chce spać. Łóżko mnie pożre.
- Nic ci nie zrobi, chodź.
- Nieeeee, mamusiu. – chłopak zaczął się śmiać. Marco wziął mnie na ręce i zaniósł mnie chyba do swojej sypialni. Położył na łóżku i zaczął się kierować w stronę wyjścia
- Marco?
- Tak?
- Zostań ze mną, proszę. – Chłopak bez czekania położył się koło mnie. Przytuliłam się do niego i momentalnie zasnęłam.

*oczami Marco*

Przyglądałem się twarzy Zuzy na którą padało światło zza okien. Wyglądała tak niewinnie, bezbronnie, uroczo. Aż chciałem ją pocałować. Coraz bardziej żałuje tego cholernego zakładu. Gdy się o nim dowie, znienawidzi mnie. Tak ciężko się opanować gdy jest taka śliczna dziewczyna leży koło ciebie a w dodatku jest pijana. Wpatrywałem się przez dłuższy czas w Zuzę aż poczułem zmęczenie. Skoro dzisiaj nie wyszło to spróbuje jutro. Do trzech razy sztuka. Pocałowałem ją w czoło na dobranoc i zasnąłem.

__________________________________________________________


I jest 20 :) Mam nadzieję, że się podoba. Zostawiam rozdział do Waszej oceny :)

Jeśli czytacie tego bloga, proszę, skomentujcie!
Teraz takie małe ogłoszenie :D W najbliższym czasie jadę do brata, będę się opiekować jego synem. A jak to bywa z małymi dziećmi, mają milion pomysłów na minutę i wszędzie ich dużo. Więc niewykluczone, że w najbliższym czasie nie pojawią się nowe rozdziały, za co z góry przepraszam. :)
Zrobię jednak wszystko, żeby dodać przynajmniej jeden rozdział :)
Pozdrawiam ;*

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 19



            Ruszyliśmy w stronę samochodu Marco. Oczywiście, blondyn otworzył przede mną drzwi z szarmanckim uśmiechem. Chcąc nie chcąc odpowiedziałam na to uśmiechem. Jechaliśmy w milczeniu. Słowa nie były potrzebne. Każde z nas śmiało się pod nosem wspominając wypowiedź Leny. Czułam jak Reus przygląda mi się:
- Muszę to powiedzieć: masz zajebiste ciało. – poczułam, jak robią się na mojej twarzy rumieńce.
- Patrz na drogę.
- Tutaj są lepsze widoki.
- Jeśli nie skupisz się na kierowaniu to trening będziemy oglądać z góry.
- No dobrze, dobrze.
Widziałam, że chłopak dalej swój wzrok skupia na mnie. Dojechaliśmy po 45 minutach pod stadion. Oczywiście, przed wejściem stali Hummels, Goetze, Bender, Piszczek, Błaszczykowski oraz Leitner. Gdy tylko wysiedliśmy i ruszyliśmy w ich stronę, zauważyłam, że rozmawiają o nas.
- Hej. – rzuciłam na przywitanie.
- Witamy, witamy i o zdrowie pytamy – powiedział radośnie Mario na co zareagowałam śmiechem.
- Widzę, że znalazłaś sobie szofera – kontynuował dalej Mats.
- Oj Matsiu, Matsiu. Jak ty coś powiesz.
- Zgarnąłem Zuzę po drodze.
- Przecież ty mieszkasz po drugiej stronie miasta. – powiedział Łukasz.
- Kto powiedział, że wracam od siebie. – zaczął się śmiać.
- No to zmienia postać rzeczy.
- Ej, my tu gadu-gadu a zaraz zacznie się trening – podeszłam do drzwi – Nie idziecie?
- Zaczekamy jeszcze na Sebastiana i Ikeya.
- Ok, jak chcecie.

Zostałem sam z chłopakami. Ci przyglądali mi się głupkowato a przy tym się śmiali:
- I jak nasz zakład? Wygrałeś?
- Jeszcze nie ale robię postępy.
- Ach tak? A jakie?
- No na przykład ta noc spędziłem u Zuzy.
- No nie pieprz. Na serio? – zapytał z niedowierzaniem Łukasz.
- Iiiiiii? – kontynuował dalej Kuba.
- Spaliśmy razem ale nie w ten sposób o którym myślicie. Prawie ją pocałowałem.
- Ale?
- Ale nie chciała więc nie nalegałem.
- No nie wierze. Marco Reus liczy się z uczuciami kobiet!
- Zamknij się Mario. Nawet nie wiesz jaka jest skryta, zamknięta w sobie.
- Reus, nie poznaję cię! – skomentował Mo.
- Weź, zejdźcie ze mnie. Wchodzimy bo zimno? – w końcu był już grudzień, a niedawno spadł pierwszy śnieg.

Poszliśmy do szatni przygotować się do treningu. Oczywiście humor mam dopisywał, zresztą jak zawsze. W powietrzu latały czyjeś bokserki, podkoszulki oraz inne części garderoby. Jurgen jak zwykle dał nam wycisk ale ja nie mogłem skupić się na treningu. Cały czas myślałem o jutrzejszej randce z Zuzą. Muszę coś wymyślić, żeby jej nie zapomniała do końca życia. Reus, ogarnij się! To jest tylko zakład. Przelecieć panienkę i tyle. Ale coraz bardziej mi na niej zależy. Jak się dowie o zakładzie, znienawidzi mnie. Może chłopacy mają racje, może się zakochałem. Byłem w wielu związkach ale nigdy nie czułem czegoś takiego. Gdy zasypiam myślę o niej, gdy się budzę, myślę o niej. Zaraz zwariuję! Pragnę jej, jak żadnej innej.

______________________________________________

Wybaczcie, że taki krótki ale jakoś nie miałam pomysłu na ten rozdział... ;/ Zastanawiam się, czy prowadzić dalej tego bloga.
Życzę Wam udanych wakacji :) Pozdrawiam ;*

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 18



            Obok mnie leżał obejmujący mnie jedną ręką Marco, bez podkoszulki. Dopiero teraz zrozumiałam dlaczego na jego widok kobiety mdleją. Jego klata była cudowna. Czułam się bezpiecznie. Próbowałam wyswobodzić się z jego objęcia ale ten jeszcze mocniej mnie przytulił. Otworzył oczy i zaczął się uśmiechać.
- Nie uciekaj ode mnie.
- Wcale nie uciekam. – uśmiechnęłam się - Tak w ogóle co ty tutaj robisz? Jak się znalazłam w sypialni?
- Usnęłaś na dole na kanapie. Nie miałem serca cię obudzić. No to przyniosłem cie tutaj. Czekałem na Lenę chyba do północy, ale nie przyszła. Miałem do wyboru, albo zastać u ciebie albo zamknąć cię i wrócić do siebie. Nie chciałem zabierać ci kluczy żebyś mogła zamknąć mieszkanie jak pójdziesz na trening. Więc zostałem. – odparł cały uradowany.
- Wiesz, że na dole jest kanapa?
- Ha, wiem, próbowałem nawet spać. Ale jest strasznie niewygodna. A ty masz dużo łóżko więc …
- Więc?
- Więc położyłem się koło ciebie. – odparł z zalotnym uśmieszkiem.
- A tuliłeś się do mnie bo? – cały czas śmiałam się z Marco.
- Kurcze, co to przesłuchanie?
- Tak. – rzekłam zadowolona.
- No leżałaś taka sama no to postanowiłem dotrzymać ci towarzystwa.
- Yhym, wiesz, że jeszcze nigdy nie słyszałam takiej głupiej wymówki?
- Czyli mi uwierzyłaś?
- Powiedzmy, że tak. – Marco uśmiechnął się tak cudownie, że miałam ochotę go przytulić. Wstałam i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam blondyn ciągle leżał na moim łóżku i przyglądał się mi.
- Może się ubierzesz?
- Dlaczego? Nie podobają ci się widoki?
- Podobają, ale jak Lena wpadnie to sobie coś ubzdura.
- Na przykład? – teraz to ja musiałam się tłumaczyć.
- Na przykład, że ze sobą spaliśmy.
- No wiesz, bo spaliśmy. – Marco zaczął się śmiać.
- Nie o takim spaniu myślałam.
- Tak? Czyli jakim? – Reus obdarzył mnie tym zalotnym uśmieszkiem.
- Kurwa, wiesz o co mi chodzi! – zaczęłam się śmiać. Blondyn próbował udawać poważanego i dalej pytał:
- To o czym myślałaś?
W końcu nie wytrzymałam i rzuciłam w niego poduszką i zaczęłam uciekać. Marco od razu rozpoczął pościg. Dopiero w kuchni dogonił mnie. Przewiesił mnie przez ramię i zaczął kierować się w stronę sypialni.
- Reus! Puść mnie!
- Najpierw się muszę zemścić! – rzucił mnie na łóżko i zaczął mnie łaskotać. Mam straszne łaskotki, rzucałam się jak opętana.
- Marco, proszę. Przestań! – Chłopak jednak dalej mnie łaskotał. - Marco, błagam!
- A zgodzisz się?
- Na co?
- Odpowiedz, zgodzisz się?
- Hahaha, tak! – po tych słowach natychmiast przestał mnie łaskotać.
- Świetnie, przyjadę po ciebie jutro o dwudziestej! – powiedział cały uradowany.
- Po co?
- Jak to po co? Idziemy jutro na randkę! – wyszczerzył się.
- Ej, to nie fair. Nie ma tak!
- Mam znowu zacząć cię łaskotać? – zagroził mi blondyn.
- Nie, nie. Jutro o dwudziestej. Może być – zaczęliśmy się śmiać.
- Nie ma sensu, żebym wracał do domu. Zawiozę cię na trening.
- Super, przynajmniej nie będę musiała jechać w zatłoczonym autobusie. Jesteś głodny?
- I to jak!
- To idź się odświeżyć a ja coś zrobię do zjedzenia.
- Nie masz przypadkiem czystej koszulki męskiej? – zażartował Niemiec.
- Kurcze, ostatnio miałam sobie kupić ale zapomniałam. – powiedziałam z ironią.
- Ha ha, bardzo śmieszne. No trudno, obejdę dziś w tej samej koszulce.
- Tutaj masz ręcznik. – i podałam Marco czysty ręcznik. W tej samej chwili przyciągną mnie do siebie.
- Nie chcesz się ze mną wykapać?
- Oj Marco, weź chłodny prysznic i zejdź na dół. – wyrwałam się z jego objęć.
- Jeszcze będziesz chciała.
- Raczej wątpię Reus. – wykrzyczałam i zaraz zaczęłam się śmiać.
Zaczęłam szykować śniadanie. Z łazienki dochodził szum wody i śpiew blondyna. Włączyłam radio żeby zagłuszyć to wycie. Do mieszkania weszła Lena:
- Witaj piękna! Co masz taki dobry humor? – zapytała.
- A tak jakoś. Na noc się nie wraca, tak?
- Zostałam u znajomego.
- Ah, znajomego? A ten znajomy ma jakoś na imię?
- Thomas, ale to tylko wspólnik.
- No tak, wspólnik w łóżku. – zaczęłam się śmiać.
- Wspólnik w pracy, jełopie! Podaj mi szklankę.
- Proszę zakochańcu. – zachichotałam pod nosem.
- Nie jestem zakochana!
Lena nalała sobie soku. Zaczynała pić gdy do kuchni wparował Reus w samym ręczniku. O mało z wrażenia się nie zachłysnęła. Zaczęła kaszleć. Popatrzyła na mnie z wielkimi oczami. Ja popatrzyłam z wyrzutem na Marco:
- No co? Myślałem że jesteśmy sami.
- I co? Chciałeś zrzucić ten ręcznik przede mną?
- Może. – zaczął się śmiać głupkowato.
- Ten, to może dobrze, że nie wróciłam na noc. To wy jesteście razem?
- Nie – powiedziałam szybko.
- Tak – na przekór mojemu zdaniu powiedział Marco.
- Wiecie co? Może pogadacie sobie w drodze do pracy, a teraz zjemy śniadanie? Co wy na to?
- Tylko się ubiorę i zaraz będę.
- Pasowałoby Reus.
Wytłumaczyłam Lenie całą sytuację.  Zniszczony aparat, nowy aparat, Marco w naszym mieszkaniu. Wysłuchała mnie, po czym zaczęła się śmiać jak głupia. Nawet gdy Marco usiadł przy nas i chciał zjeść śniadanie, ona ciągle się śmiała. Miałam ochotę przywalić jej. Jest moją przyjaciółka, nie obraziłaby się. Po wielkich trudach, w końcu udało nam się skończyć jeść. Razem z blondynem ruszyliśmy do pracy. Na odchodne usłyszałam:
- Wiesz, tak z szczerze to pasujecie do siebie.
No tego było już za wiele!

_________________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba :)
Jeszcze raz dziękuje WildChild09 za polecenie mojego bloga :**
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania :)
Asia ;*